powrót na stronę główną

 

W hołdzie enerdowskiemu obciachowi

"La Dolce NRD" w reż. Łukasza Czuja Agencji Panga Pank w Krakowie. Pisze Łukasz Drewniak w Przekroju nr 49 12-12-2006

 

Radek z Czujem doskonale wyczuli absurd enerdowskiej podkultury.

Fenomenalnego wokalistkę cudaka Janusza Radka pamiętam jeszcze z czasów, kiedy przebierał się za kobiety i śpiewał "Ja jestem wamp". Nieco stropiło mnie, kiedy zaczął występować z Rubikiem i udzielać się podczas koncertów papieskich. Modliłem się, żeby tylko coś mu się nie pomyliło i nie wyszedł na scenę w koronkowych pończoszkach. Nie wyszedł. Teraz razem ze specjalistą od teatralnego absurdu Łukaszem Czujem przygotował widowisko w hołdzie enerdowskiemu muzycznemu obciachowi lat 80. Śpiewa przeboje Sonji Schmidt, Kati Kovacs, grup Panków i Puhdys. To nie koncert, ale kosmiczne show o ostatnim triumfie wschodnioniemieckiej techniki: międzygwiezdnej misji "Albatros". Wokalista kameleon zmienia się w pioniera Jurgena, młodego aktywistę partyjnego, który wystrzelony w kosmos przypomina socjalistycznym astronautom ich ukochane szlagiery. W roli astronautów w obcisłych białych strojach z cekinami wystąpił zespół Kulturka straszący widzów oldskulowymi baczkami i wąsiskami. Enerdolot leci od galaktyki do galaktyki, a na ziemi upada w tym czasie berliński mur, znika ZSRR, nikt nie pamięta już o NRD. Spektakl jest mocnym dowodem na to, że tytuł najweselszego baraku obozowego w dawnych demoludach słusznie należał się Polsce. Polscy patrioci Czuj z Radkiem przygotowali jedno z najlepszych parodystycznych przedstawień muzycznych, jakie widziałem. I tylko zaskoczeni rubikowo-papiescy fani Radka mają teraz miny jak towarzysz Honecker opleciony cudownymi nogami Katariny Witt "w trabancie w kolorze blue".

 

 

Enerdolot wylądował

Katarzyna Wieczorkiewicz, Gazeta Krakowska nr 243/17.10.06

 

" La dolce NRD" w reż. Łukasza Czuja Agencji Panga Pank Teatr w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie. Pisze Katarzyna Wieczorkiewicz w Gazecie Krakowskiej.

 

«Pląsający w białym futrze "a la Boney M" Janusz Radek i rubaszny dowódca statku kosmicznego, czyli Marek Frąckowiak, w piątkową i sobotnią noc przenosili krakowian w świat NRD i jego nadzwyczajnych wytworów. Co ciekawe, w Teatrze Ludowym w Nowej Hucie.

Spektakl "La dolce NRD" to historia stacji kosmicznej "Alfa", genialnego NRD-owskiego wynalazku, który po 20 latach powraca na Ziemię przywożąc ze sobą "beton partyjny" - dowódcę statku i iście oryginalny wytwór minionych czasów - Jurgena. Tych dwóch w groteskowy sposób odstawia przed widzami honeckerowską akademię. Znajdziemy tu zarówno trabanta jak i sfeminizowaną (choć może raczej przefeminizowaną) kobietę NRD czy króla niemieckiego disco. Nie zabrakło także wspomnienia o dumie NRD - Katarzynie Witt, której miłość w rockowym stylu wyznawał Janusz Radek

I tu chyba zaczną się pewne kłopoty... Kłopoty natury pokoleniowej. Nie pamiętającym już minionej epoki spektakl może wydać się czymś iluzorycznym, bajkowym, kolorowym i... godnym tęsknoty ze względu na fantazję owych czasów. Dla nieco starszych widzów to humorystyczne wspomnienie własnej młodości. I dlatego na widowni da się słyszeć zarówno szczery, naiwny śmiech jak i sarkastyczne parsknięcia.

Być może o to właśnie chodziło. O ten kicz, o ten blichtr, o nonsensowność rzeczywistości naszego dawnego sąsiada. A pamiętajmy, że dla wielu z nas było to wtedy cel wakacji, urlopów, symbol nieco lepszego niż nasze życia.

Obok Janusza Radka w spektaklu wystąpił Marek Frąckowiak, znany m. in. z serialu "Alternatywy 4" i "CK Dezerterów", a także, o czym mało kto wie, gwiazda kinematografii NRD, co dla owego spektaklu jest nie bez znaczenia. Zagrał też zespół Kulturka, prezentując przetłumaczone na polski oryginalne hity z epoki.

Z czystym sumieniem polecam wszystkim: i swoim nieświadomym minionej epoki rówieśnikom, i starszym od nas. To jedyna okazja by zaśpiewać razem "La dolce NRD"!

 

 

Czar tandety

Marcin Kostaszuk, Głos Wielkopolski nr 248/23.10.06

 

"La dolce NRD" w reż. Łukasza Czuja Agencji Panga Pank Teatr w Krakowie. Po występach w Poznaniu pisze Marcin Kostaszuk w Głosie Wielkopolskim.

 

«Spektakl "La dolce NRD" wystawiony wczoraj w Teatrze Polskim, wskrzesza wspomnienia tandetnej symboliki realnego socjalizmu.

"Ulec propagandzie i bawić się pastiszem, feerią świateł i tanim blichtrem kostiumów, poczuć jak sielanka nabiera grozy! Jak słodkie wspomnienia odsłaniają gorzki smak!" - tak reklamowano wczorajszy spektakl muzyczny "La dolce NRD" w Teatrze Polskim w Poznaniu. Czy świat kultury i jej odbiorców ogarnęła tęsknota za czasami realnego socjalizmu?

 - Wszyscy z ulgą przyjęli koniec systemu i rzucili się budować kapitalizm. I tak minęło znów trochę czasu i zupełnie nie wiedzieć kiedy, gdy patrzymy wstecz - dostrzegamy jakąś nieznaną planetę, świat science-fiction, nierzeczywisty kraj. Z dzisiejszej perspektywy na swój sposób zabawne: w sklepie mięsnym mortadela i ocet, zamiast czekolady - wyrób czekoladopodobny, zamiast "Teleranka" - generał w czarnych okularach... Nagle, pojawia się niepokojące uczucie: coś na kształt nostalgii - mówi Łukasz Czuj, scenarzysta i reżyser "La dolce NRD".

 

Modny obciach

 "La dolce NRD" wpisuje się w cały szereg kulturalnych fenomenów ostatnich lat, takich jak choćby olbrzymia popularność wydanych na DVD najciekawszych fragmentów kronik filmowych. Z absurdalnej propagandy śmieją się także ci, których pamięć nie sięga przed przełomowy rok 1989.

 To oni recytują teksty z "Rejsu" i "Misia" niczym ich dziadkowie strofy "Pana Tadeusza". Podobnie jest w muzyce. Triumfy święci Kombi - symbol "obciachowych" lat 80. Członkowie tej grupy nie zmienili nic - zamiast dostosować swą muzykę do naszych czasów, zagrali tak jak 20 lat temu. I wygrali. A tegoroczny festiwal w Sopocie? TVN to zbyt wytrawny gracz na medialnym rynku, by można było uwierzyć, że zaproszenie ulubieńców peerelowskiej widowni (Demis Roussos, Kareł Gott, Drupi) było przypadkiem.

 

Urok czerwonej gwiazdy

 Nie jest nim też popularność wystaw okolicznościowych - poznańskie Muzeum Narodowe przeżywało oblężenie podczas ekspozycji przedmiotów codziennego użytku z minionej epoki. Nawet branża reklamowa reaguje na ten trend, swe filmy promocyjne prezentując w formie kronik filmowych (batoniki, telefonia Heyah). Czerwone gwiazdy królują też w "stylowych" pubach, jak poznański Proletaryat.

 

Skazani na sukces

Czyżby to efekt spisku wiadomych służb? Przeciwnie: świat kultury reaguje wzorcowo na potrzeby klienteli, coraz bardziej zmęczonej odmalowywaniem lat PRL-u wyłącznie w czarnych barwach. Dotyczy to także młodych ludzi przed trzydziestką, którym wiedza o represjach SB nie przeszkadza doskonale bawić się tandetną, ale wyrazistą symboliką. Być może to efekt przekory, wywołanej rozczarowaniem postawą dzisiejszej władzy. Rządzący wydają się nie rozumieć, iż ludzki umysł znacznie szybciej wypiera złe, niż dobre wspomnienia i dlatego zarówno "La dolce NRD", jak i kręcony właśnie film "Ryś" i inne "żerujące" na nostalgii za PRL projekty kulturalne, skazane są na sukces.

 

 

Groteskowy śmiech

"La dolce NRD" w reż. Łukasza Czuja Agencji Panga Pank Teatr w Krakowie. Pisze Stefan Drajewski w Głosie Wielkopolskim 249/24.10.2006

 

«Janusz Radek wiele lat temu dowiódł, że świetnie śpiewa, że potrafi być dobrym aktorem, umie tańczyć... Łukasz Czuj wszystkie te zalety zebrał w jednym miejscu i wykorzystał. Tak powstało przedstawienie "La dolce NRD".

Rodzi się pytanie: dlaczego nie na przykład "La dolce PRL". Przecież też mamy całkiem udany garnitur byłych gwiazd, katalog byłych szlagierów, którymi można by opowiedzieć "nasze lata 80.", które aż tak bardzo nie odbiegają od ener-dowskićh, czechosłowackich, węgierskich... Są jednak ku temu - jak sądzę - dwa powody, dlaczego autor scenariusza i reżyser zdecydował się właśnie na NRD.

Po pierwsze, Janusz Józefowicz dość skutecznie wyeksploatował już w kolejnych "Grosikach" polską piosenkę. Po drugie i co zdaje się ważniejsze, piosenkowa rzeczywistość lat 80. w NRD była wyjątkową w beznadziejnie złym guście, tandetną fałszywa jak socjalistyczne państwo niemieckie. Trudno o lepszą metaforę realnego socjalizmu.

NRD-owski statek kosmiczny Alfa ląduje po dwudziestu latach na ziemi. A w nim komandor (Marek Frąckowiak), astronauta - prosty chłopak Jurgen (Janusz Radek) i załoga (zespół Kulturka). Surrealistyczna przestrzeń, która jako żywo przypomina kraj sąsiadów, a w niej królują piosenki Sonji Schmidt, Direka Michealisą Niny Hagen, zespołów Puhdys, Panków, zdjęcia Katariny Witt, trabant, do którego może zadzwonić sam Erich Honecker, chociaż nie było wtedy telefonów komórkowych...

 Statek kosmiczny jest tylko ramą, prawdziwy obraz NRD tworzą historie wyśpiewane przez Jurgena który za każdym razem przybiera inną postać. Początkowo pastisze na lata 80. bawią, pokazują świat kiczowaty, mamiący pozorami, chwilami zabawny... Ale w miarę upływu czasu ten świat staje się coraz bardziej groteskowy, a zgrywy Jurgena stają się coraz bardziej groteskowe. Zamiast bezmyślnego śmiechu, jaki towarzyszył programom telewizyjnym "Halo Berlin, Halo Warszawa" zaczynają się nasuwać skojarzenia mniej słodkie. W słodycz wdziera się goryczką śmiech zastępuje refleksja Janusz Radek dla każdej piosenki znajduje odpowiedni styl, ruch, gest...»

 

Słodkie NRD

Kosmiczne widowisko z udziałem Janusza Radka i Krzysztofa Frąckowiaka jako podróż  w socjalistyczną rzeczywistość lat osiemdziesiątych. Pisze Anna Dudyńska w portalu G-punkt.pl

Rzeczywistość otaczającego nas świata to lustro, w którym znajdują odbicie wszelkie idee tworzone od wieków przez człowieka. Umacniane i niekiedy rozmaicie przekształcane, dojrzewają do wzięcia udziału w wielkiej misji, podczas której trafią do szerszego grona odbiorców. 

Czy nie w tym właśnie celu wysłano w przestrzeń międzyplanetarną wielki enerdolot o nazwie Albatros? Jego załoga, uczestnicząca w poufnej misji "Alfa”, wyrusza w nieznane, by móc krzewić w kosmosie pewną niezwykle ważną ideę. Dzieje się to w latach osiemdziesiątych, Albatros to produkt wprost z NRD, od razu zatem wiadomo, że zadaniem astronautów jest szerzenie socjalizmu we wszechświecie. Po długim okresie, w którym enerdolot błądzi w przestworzach kosmicznych, dnia 09.11.2006 roku ląduje szczęśliwie na deskach Teatru Muzycznego Capitol.


To wydarzenie, choć przypomina raport z najświeższych wiadomości dziennika telewizyjnego, stanowi naprawdę zapowiedź wielkiego show w reżyserii Łukasza Czuja – "La Dolce NRD” –Enerdolot znajdujący się na scenie to zarazem jakby potężny wehikuł czasu, za sprawą którego cofamy wskazówki zegara, by z powrotem móc się znaleźć w latach osiemdziesiątych. Jednocześnie na jego ekranie wyświetlane są stare taśmy upamiętniające wydarzenia tamtego okresu, towarzyszącą im atmosferę, przedmioty oraz ludzi, zaś przestrzeń wypełniają melodie rodem z Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Widowisko w wykonaniu Janusza Radka oraz Marka Frąckowiaka, przy akompaniamencie zespołu Kulturka jest przede wszystkim opowiedzianą za pośrednictwem piosenek historią - przerysowaną reminiscencją z socjalistycznej przeszłości, kiedy to wszelkim działaniom towarzyszyły idee partyjne, przywoływane dzięki niezłomnej wierze i oddaniu załogi enerdolotu. Nagrania zespołów pop, rock oraz disco z NRD (m.in. Berluc, Karat oraz Pankow), odtwarzane ze starego gramofonu, stanowią doskonałe tło muzyczne dla utworów, w których tekstach zostało zawarte uwielbienie dla partii, socjalizmu, modnych dyskotek - gdzie młodzież bawi się przy repertuarze Niny Hagen i Sonji Schmidt - poczciwego trabanta "w kolorze blue”, a także przedmiotu powszechnego uwielbienia, czyli nóg Kathariny Witt – łyżwiarki światowej sławy.

Wyobraźmy sobie to pełne interesujących koncepcji muzycznych i niecodziennych konwencji zawartych w estetyce teatralnej, przedstawienie. Dodajmy do tego niezaprzeczalny talent sceniczno – aktorski Janusza Radka oraz jego zdumiewający głos, którym "bawi się” płynnie przechodząc od niskiej tonacji do niemalże farinellowskiego brzmienia. W efekcie otrzymujemy spektakl pełen specyficznego humoru połączonego ze świadomym zastosowaniem kiczu. Mocną stronę kosmicznego projektu stanowią także umiejętności aktorskie Marka Frąckowiaka – tym razem wcielającego się w postać komandora statku i dawnego prezentera telewizyjnego – a także estetyka muzyczna lat osiemdziesiątych zastosowana w niecodzienny sposób przez Krzysztofa Filusa – lidera zespołu Kulturka.

"La Dolce NRD” to przedsięwzięcie niezwykle oryginalne, godne polecenia tym, którzy nie obawiają się nowych rozwiązań scenicznych oraz łamania wszelkich konwencji muzyczno-teatralnych.