"Symfoniczna Wazelina 1917
Dlaczego boimy się DADA"
Teatr Ludowyw Krakowie, Scena pod Ratuszem, premiera XII 1999
reżyseria: Łukasz Czuj, scenografia: Michał Urban
muzyka: Dominik Pietraszko, choreografia: Jacek Tomasik
na podstawie tekstów: Tristana Tzary, Hugo Balla, Daniła Charmsa, Waltera Sernera
Od lewej:
Tristan Tzara: Tomasz Wysocki
Walter Serner: Andrzej Deskur
Hugo Ball: Tadeusz P. Łomnicki
Od lewej:
Walter Serner: Andrzej Deskur
Anna Blume: Magdalena Nieć
Od lewej:
Hugo Ball: Tadeusz P. Łomnicki
Nadia: Jagoda Pietruszkówna
Tristan Tzara: Tomasz Wysocki
Walter Serner: Andrzej Deskur
Od lewej:
Hugo Ball: Tadeusz P. Łomnicki
Monsigniore Uljanow: Krzysztof Gadacz
Chimeryczny Lokator: Paweł Gędłek
Tristan Tzara: Tomasz Wysocki
Od lewej:
Tristan Tzara: Tomasz Wysocki
Walter Serner: Andrzej Deskur
Hugo Ball: Tadeusz P. Łomnicki
"W teatrze Łukasza Czuja jest tylko jeden naprawdę ważny temat. Śmierć.
W dwóch poprzednich spektaklach "Tango Oberiu" i "Sen pogodnego karalucha" opartych na tekstach Daniiła
Charmsa reżyser mówił o umieraniu, na przykład artysty. Symfoniczna wazelina 1917 to opowieść o Dada czyli o
zabijaniu sztuki. Przez sztukę. I dla sztuki.
Wszystkie trzy spektakle Czuja dzieją się już w zaświatach. Kiedy można wreszcie z dystansu zobaczyć to, co się
w życiu narobiło i poznać, jaki to miało sens. Zaświaty to pudełko, mały pokoik w głowie reżysera. Piekło
artystów. Dla Czuja, jak kiedyś dla dadaistów, świat już dawno umarł. Dlatego wszelka ludzka witalność, wigor i
żywiołowość przypomina erekcję trupa. Kiedy dowiesz się, że jesteś martwy możesz co najwyżej umrzeć ze
śmiechu. Ale umrzeć nie można dwa razy. Chyba że w teatrze. "Symfoniczna wazelina" to jednocześnie wieczór
kabaretowy Dada i jakby pośmiertne widzenie bohatera, niejakiego Tristiana Tzary - rumuńskiego Żyda, chwilowo
zamieszkałego w Szwajcarii. Na początku scena rozświetla się na mgnienie oka. Na krześle, jak na pasie
startowym dla niebiańskiego helikoptera, siedzi wysoki i chudy pan w czarnym garniturze i patrzy tępo przed
siebie. A potem jest już tylko Ciemność.
Miejsce akcji to pokój na Spiegielgasse w Zurichu, gdzie zlatują się duchy Wielkich Awangardystów. Historia
miesza się tu ze sztuką. Czuj objął w tej przestrzeni całe minione stulecie. Pierwszą wojnę światową, traktat
wersalski, rewolucję bolszewicką, szalone lata dwudzieste, Hitlera i drugą wojnę aż do współczesności. Jakby
katalogował szczytowe wytwory Dada. Najdoskonalsze dzieła chaosu form. W scenariusz skomponowany z
tekstów czołowych dadaistów reżyser wplata teksty oberiuckie, rozpinając linię miedzy doświadczeniami
awangard Wschodu i Zachodu. "
Łukasz Drewniak, Katalog 24 Krakowskich Reminiscencji Teatralnych, 2000
Od lewej:
Tristan Tzara: Tomasz Wysocki
Walter Serner: Andrzej Deskur
Hugo Ball: Tadeusz P. Łomnicki
zdjęcia: Łukasz Woźniak
"Symfoniczna Wazelina 1917" jest bardzo dobrym przedstawieniem. Łukasz Czuj, jak mało
który młody twórca wie, o co mu chodzi w teatrze i do czego zmierza. Bawi go absurd,
destrukcja konwencji językowych, budowanie - jak sam mówi - obrazu pozornie
alogicznego chaosu.
Jego teatr, podobnie jak teatr Kantora, oscyluje wokół dwóch pojęć - miłości i śmierci.
Wokół dwóch dwóch spraw najistotniejszych. W tym przedstawieniu widz ma największą
przyjemność w oglądaniu aktorów. Nieprawdopodobna świeżość środków i brak
jakiejkolwiek sztampy - to podstawowe wrażenie. Na codzień niezbyt znani aktorzy są u
Czuja perfekcyjni i świetni. "
Elżbieta Konieczna "Miesiąc w Krakowie"
Tristan Tzara: Tomasz Wysocki
Od lewej:
Hugo Ball: Tadeusz P. Łomnicki
Tristan Tzara: Tomasz Wysocki
Walter Serner: Andrzej Deskur
Podsumowaniem i komentarzem do Krakowskiej Giełgy Teatralnej, zorganizowanej przez Pro
Helvetię stała się pokazana na końcu Symfoniczna wazelina 1917 Teatru Ludowego w Krakowie,
kolaż tekstów dadaistów, oberiutów oraz własnych "apokryfów" reżysera. Spektakl (omawiany już
w "Didaskaliach" 2000/35) przywołując początki nowoczesnej sztuki, dzieciństwo wszelkich
XX-wiecznych awangard, przypomniał, że w czasach, gdy wszystko jest sztuką i każdy jest artystą,
do widzów należy decyzja o tym, co uznają za sztukę. Ferując takie wyroki, zawsze już będziemy
słyszeć chichot Marcela Duchampa, który - wstawiwszy pisuar do nowojorskiej galerii lub
wydobywszy swą kobiecą osobowość jako Rrose Selavy - wywołał falę imitatorów (działających w
myśl prostej zasady: "bezsens zawsze ma sens") tych, wydawałoby się nieskomplikowanych,
manifestacji. Przede wszystkim jednak zmusił do samodzielności w oddzielaniu ziarna od plew:
"W akcie twórczym uczestniczy nie tylko artysta. Widz wprowadza dzieło w kontakt ze światem zew
nętrznym, odcyfrowując i interpretując jego cechy wewnętrzne, a tym samym dodając własny w
kład w akt twórczy". Granicę między hochsztaplerką a sztuką każdy wyznacza sam.
Agnieszka Fryz-Więcek Didaskalia 46/2001