Bal u Wolanda

Diaboliada z songami według „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa

Scenariusz widowiska muzycznego: autor Łukasz Czuj

 

ZAPRASZAM TEŻ NA MOJĄ STRONĘ GŁÓWNĄ: WWW.CZUJ.PL

 

Scenariusz oparty jest na tekście książki „Mistrz i Małgorzata”, songach zespołu Tiger Lillies w tłumaczeniu Michała Chludzińskiego i songach Macieja Maleńczuka (pieśni Wolanda).

 

POSTACIE DIABOLIADY

Woland

Korowiow

Behemot

Azazello/Strawiński

Hella

Iwan Nikołajewicz Ponyriow - Bezdomny

Michaił Berlioz

Małgorzata

Natasza

Mikołaj Iwanowicz Rimski

Warionucha

Stiopa Lichodiejew

Nikanor Iwanowicz Bosy

Żorż Bengalski

Mistrz

Poeta Riuchin

Tamara Dunhil

Ida Herkulesowna Wors

Literat Łatuński

Andrzej Fokicz

Baron Meigel

Praskowia Fiodorowna/ Depeszowa

Bosman Żorż/żona Bosego

Tenor

Trio Gugli

Biesy, Sanitariusze

Orkiestry teatralne: jazz band, kwartet smyczkowy, rock-band

 

Dzień pierwszy: Przypadek Bezdomnego

Na widownię wchodzi publiczność. Z przodu sceny na ławce siedzą Behemot z Korowiowem, zimne światło. W tle niepokojące dźwięki granej na żywo muzyki. Rozległa sala z wysokimi kolumnami, pokrytymi kaflami, które gdzie niegdzie poodpadały. Proscenium zamknięte ścianą z drzwiami. Przechodzące postacie. Pojawia się Baron Meigel i Łatuński.

Baron Meigel

Szanowny Panie, w oczekiwaniu na przybycie towarzysza przewodniczącego Massolitu Michaiła Aleksandrowicza Berlioza proponuję - wódeczkę!

Otwiera się ściana, widać rozległą salę restauracji domu literatów. Bankietujący tłum. Kelnerzy. Upał. Alkohol. Jednym słowem: piekło. Z tyłu na niewielkim podeście szansonistka śpiewa „Milion ałych ros”, obok niej jazz-band.

Bengalski

Gdzie jest mój śledzik?

Fokicz

Morszczuk! Zamawiałem morszczuka.

Baron Meigel

A teraz na specjalną prośbę krytyka Łatuńskiego – jazz band.

MUZYKA: „Taniutki show” (utwór zespołu Tiger Lillies) Zaczyna się kulminacyjny moment wieczoru w Gribojedowie: czyli tańce. Muzyka jest rytmiczna, ale brudna, szarpana – tłum groteskowo podryguje, tańcząc jakiś upiorny taniec. Kelnerzy, nie przerywają swojej pracy, ale także w ich ruchach pojawia się taneczny ton.

Behemot, Korowiow

Riuchina czkawka wstrząsa a

Staruszka Witię zęby dwa

I w nos kelnera bije dłoń

Poeci podrygują w rytm

Wciskając damom słodki kit

Prócz dam nie słucha ich już nikt

Bengalski grafomański styl

Choć resztką sił wypruwa z żył

Wszak kiedyś sekretarzem był...

U Łatuńskiego taktu brak

Na jednej z dam jak stary flak

Na te podrygi patrzeć strach

Wśród wrednych literatów są

Trzy aktywistki – chętnie lgną

Choć już nie mogą, ale chcą

Radziecki show, wśród tanich szmat

Denuncjatorów, starych bab

By ich opisać słów aż brak

Moskiewski styl, żałosny cyrk

Gdy go zobaczysz przyznasz mi

Że wszystko tutaj toczy syf

Najlepszy show tu w kraju rad

Już zachwycony zdycha świat

Koniecznie tutaj musisz wpaść

Behemot i Korowiow znikają w pierwszym planie, w drugim - pośród tańczących wchodzi Baron Meigel. Nagła cisza.

Baron Meigel

Proszę natychmiast przerwać taniec!

Wszyscy

Ale dlaczego, co jest. Grać! Chcemy tańczyć.

Baron Meigel

Muszę państwu zakomunikować przykrą wiadomość: Przewodniczący Massolitu Michał Aleksandrowicz Berlioz przed chwilą zginął na Patriarszych Prudach. Tramwaj obciął mu głowę.

MUZYKA: „Marsz pogrzebowy” – na akordeon. Kelnerzy odwracają tace, portrety pogrzebowe Berlioza. Marsz pogrzebowy na akordeon

Riuchin

No i nie będzie zebrania.

Wszyscy

Berlioz. Berlioz nie żyje. Jak to nie żyje. Tramwaj. Nie tylko podobno głowa obcięta. Jak to. No to może trzeba wstać i chwilą ciszy.

Bosman Żorż

Ale jak to chwilą ciszy, kiedy kotlet wieprzowy na stole.

Bengalski

Wieczne odpoczywanie….Wieczne odpoczywanie…

Riuchin

Zamknij się pan. Wieczne odpoczywanie przewodniczącemu Massolitu.?

Głos

No i co teraz?

Riuchin

No to może telegram by wysłać, że nie żyje.

Wszyscy

Ale dokąd telegram? I po co telegram? Skoro nie żyje.

Baron Meigel

Szanowni Państwo: Berlioz nie żyje, ale przecież my żyjemy. A przewodniczącemu Massolitu lżej nie będzie od tego, że będziemy głodni.

Wszyscy

Właśnie. Muzyka grać. Kelner. Pożarski raz. De vollaile dwa razy. I wódeczkę. Koniecznie wódeczkę.

MUZYKA: „Taniutki show”, aż do pojawienia się Bezdomnego. Powoli wszystko wraca do normy. Ludzie zaczynają rozmawiać. I gdy już wszystko zdaje się wracać do normy, pod stołem pojawia się Iwan Bezdomny.

Bezdomny

Bracia w literaturze - pojawił się!

Bezdomny obiega salę trzykrotnie, co chwila wskazując ręką pod stół. Jest w podartej koszuli, kalesonach i boso. Na koszuli ma odciśnięty portret Marksa – z dorysowaną aureolą. Wszyscy ponownie wstają od stolików.

Bezdomny

No nie, tu go nie ma. Tutaj też. I tu go nie ma.

Fokicz

No i macie. Delirium.

Głos

Że też milicja pozwoliła mu iść przez całe miasto w takim stanie.

Bezdomny

Dwa razy chcieli mnie zatrzymać, ale dałem nogę przez płot i widzicie, policzek sobie rozwaliłem.

Staje na stole Bracia w literaturze! Słuchajcie mnie wszyscy. On się pojawił. Łapcie go zaraz, bo inaczej tak narozrabia, że się nie pozbieramy.

Wszyscy

Co? Kto się pojawił? Co on mówi.? Głośniej, nic nie słychać.

Bezdomny

Pojawił się. W naszym mieście pojawił się konsultant, który przed chwilą zabił na Patriarszych Prudach Miszę Berlioza.

Baron Meigel

Zabił? Kto zabił?

Bezdomny

Zagraniczny konsultant, profesor i szpieg.

Baron Meigel

Jak on się nazywa?

Bezdomny

Właśnie, jak on się nazywa. Nazwisko było na wizytówce, ale się nie przyjrzałem. Pamiętam tylko pierwszą literę; W. Na W on się nazywa. Wo..Waszner, Wagner, Weiner, Wagner, Winter.

Bosman Żorż

Wulf.

Bezdomny

Idiotka! Co do rzeczy ma Wulf. Wulf nic nie zawinił. Wiecie co obywatele. Dzwońcie na milicję, niech wyślą w pościg za konsultantem pięć motocykli z karabinami maszynowymi. I nie zapomnijcie powiedzieć, że jest z nim takich dwóch. Jeden jakiś taki kraciasty, pęknięte szkło w binoklach i czarny kot, taki tłusty. Ja tymczasem przeszukam Gribojedowa, coś mi mówi, że on tu jest.

Baron Meigel

Towarzyszu Bezdomny, uspokójcie się. Wyprowadziła was z równowagi śmierć Michała Aleksandrowicza. Wszyscy to świetnie rozumiemy. Potrzebny wam spokój. Towarzysze odprowadzą was do łóżka, prześpicie się.

Bezdomny

Czy ty nie rozumiesz, że trzeba łapać konsultanta. Co mi tu głowę zawracasz jakimiś bzdurami. Kretyn.

Dostrzega Korowiowa, który pojawia się przez moment za kolumną z tyłu.

Bezdomny

Tam jest! Tam.

Wskazuje go ręką, Korowiow wykonuje gest, Bezdomny upada na ziemię

Baron Meigel

Zlitujcie się towarzyszu Bezdomny.

Bezdomny
Dla ciebie nie b
ędę miał litości Aramejczyku. Nie rozumiesz, że Berlioza zabił inżynier.

Baron Meigel

Brać go. Człowiek w bieliźnie może kroczyć ulicami Moskwy tylko w jednym kierunku – na komisariat i to kiedy towarzyszą mu milicjanci.

Kelnerzy krępują Bezdomnego obrusami ściągniętymi ze stolików

Bezdomny

Bracia. On tak narozrabia, że się nie pozbieramy. I nastał dzień pierwszy. I była godzina dziewiąta.! A więc ginie Czerwona Stolica. Ja zrobiłem wszystko żeby ją uratować! Zwyciężyłeś mnie synu zatracenia i mnie wybawcę przymknęli. Ale oto ujrzę miasto w ogniu pożarów, w dymie szaleńców biegnących po bulwarach...

Baron Meigel

Panowie. Milicja. Protokół. I do czubków. Riuchin zajmiesz się nim. A ty gwiżdż.

Riuchin

Dlaczego właśnie ja?

Zostają zamknięte ściany z drzwiami, odgradzając wnętrze restauracji od proscenium. MUZYKA: „Klinika” – forte kwartet, aż do wyjścia Strawińskiego, potem zejście na formę spokojną Z boku pojawia się Azazello/Strawiński, za nim podąża korowód asystentów - wszyscy pozostają w nieustannym ruchu: wykrzykują do siebie łacińskie sentencje, nazwy chorób, wymieniają się kartami, notatkami.

Strawiński

No i co?

Riuchin

Pan pozwoli, że się przestawię – poeta Riuchin. A to jest panie doktorze, sławny poeta Iwan Bezdomny. Obawiamy się czy to przypadkiem nie delirium.

Strawiński

Iwan Bezdomny. Poeta. No tak. Dużo pił?

Riuchin

Nie bardzo, trochę, nie tak znowu, żeby…

Strawiński

Próbował łapać karaluchy, myszy, krasnoludki albo uciekające psy?

Riuchin

Karaluchy nie, ale…

Strawiński

Nie daje mu powiedzieć Dlaczego w kalesonach? Zabrano z łóżka czy co?

Riuchin

Nie w takim stanie przyszedł do restauracji w domu literatów.

Strawiński

A siniaki. Bił się z kimś?

Riuchin

Spadł z ogrodzenia, a potem w restauracji uderzył jednego…

Strawiński

Tak, tak. Dzień dobry.

Bezdomny

Serwus draniu!

Strawiński

Ile pan ma lat?

Bezdomny

A idźcie wy wreszcie do wszystkich diabłów!

Strawiński

Czemu się złości, czy powiedziałem coś niegrzecznego?

Bezdomny

Mam 23 lata i złoże na was wszystkich zażalenie, a już zwłaszcza na ciebie ty gnido.

Strawiński

Z jakiego powodu chce pan składać zażalenie.

Bezdomny

A z takiego, że mnie zdrowego normalnego człowieka związano przemocą przewieziono do domu wariatów.

Strawiński

Ależ nikt nie zamierza tu pana zatrzymywać, jeżeli nie będzie to konieczne

Bezdomny

Pan jest profesorem?

Strawiński

Nie. Tak. Jestem doktor …. Strawiński.

Bezdomny

Nikt nie chce mnie słuchać. Zrobili ze mnie wariata.

Strawiński

Wysłucham pana z uwagą i nie pozwolę robić wariata.

Bezdomny

No wreszcie wśród tych idiotów jeden normalny. A największym idiota jest oczywiście to skretyniałe beztalencie – Saszka.

Strawiński

A kto taki ten Saszka - beztalencie?

Bezdomny

A ten tam. Riuchin. Stara się zgrywać proletariusza. Spójrzcie na jego nadętą fizys i porównajcie z wierszami na 1 maja. He..he..he „zaszumcie i załopoczcie nam” Zajrzycie do środka a zobaczycie co on myśli.

Strawiński

Czy mógłby mi pan wyjaśnić dlaczego przywieziono pana do nas w samej bieliźnie?

Bezdomny

Nic dziwnego. Poszedłem się wykąpać nad Moskwę no i gwizdnęli mi ubranie a zostawili te szmaty. Nie będę szedł goły przez miasto, to ubrałem się w nie bo bardzo śpieszyłem się do Gribojedowa.

Strawiński

Był pan umówiony?

Bezdomny

Nie. Łapię konsultanta.

Strawiński

Jakiego konsultanta?

Bezdomny

Berlioza pan zna?

Strawiński

Tego kompozytora?

Bezdomny

Ależ skąd. Ten kompozytor nosi to samo nazwisko co nasz Misza Berlioz.

Riuchin

Panie doktorze. Sekretarza Massolitu Berlioza, dzisiaj wieczorem na Patriaszych Prudach przejechał tramwaj.

Bezdomny

Nie gadaj jak nie wiesz. Ja byłem przy tym. On na niego specjalnie ten tramwaj napuścił.

Strawiński

Pchnął go na szyny?

Bezdomny

Kto mówi o pchaniu? Taki nie musi nikogo wpychać. On takie numery potrafić odstawić, że bywaj zdrów!

Strawiński

A kto widział jeszcze tego konsultanta?

Bezdomny

W tym cała bieda, ze tylko ja i Berlioz.

Strawiński

Zapala latarkę prosto w oczy. Zmienia ton. Bezdomnego szczelnym kołem otaczają asystenci Tak. A co pan zrobił żeby złapać tego mordercę?

Bezdomny

Jak to co - zabrałem z kuchni świeczkę

Strawiński

Tę?

Bezdomny

Tak tę!

Strawiński

A obrazek po co?

Bezdomny

No.. ten obrazek.. no to najbardziej ich wystraszył. Ale ten konsultant…jego się nie da złapać. On zadał się z nieczystą siłą. Otóż to. Osobiście rozmawiał z Poncjuszem Piłatem. Widział wszystko: taras i palmy.

Strawiński

Tego Piłata, który żył w czasach Jezusa Chrystusa?

Bezdomny

Tak tego, a na dodatek wiedział, że Anuszka rozlała olej i przez to zginie Berlioz.

Strawiński

A ta Anuszka, też znajoma Poncujsza Piłata?

Bezdomny

Ależ Anuszka nie ma nic do rzeczy. To jakaś idiotka z Sadowej. Chodzi o to, że on z góry wiedział o rozlanym oleju słonecznikowym, a Berlioz właśnie się w tym miejscu poślizgnął...pan mnie rozumie.

Strawiński

Doskonale rozumiem. Proszę się uspokoić i mówić dalej.

Bezdomny

Więc ten straszny typ, zresztą kłamie, że jest konsultantem, ma jakąś niesamowita moc. Na przykład gonisz pan, ale nie ma siły aby go dogonić. Jest z nim jeszcze taka parka, też dobra, ale to już inna para kaloszy. Jeden taki kraciasty, w stłuczonych szkłach i taki czarny kot, który jeździ tramwajem. Poza tym on był osobiście na tarasie, co do tego nie ma dwóch zdań. Trzeba go natychmiast aresztować, zanim w Moskwie wydarzy się jakieś straszne nieszczęście.

Strawiński

A zatem należy go aresztować?

Bezdomny

Tak i niech mnie natychmiast wypuszczą...oho .. już druga, a ja tu z wami tylko niepotrzebnie czas tracę. Gdzie tu jest telefon?

Strawiński

Proszę.

Ktoś z asystentów podaje słuchawkę.

Bezdomny

Halo. Połączcie mnie z Kremlem. Kreml. Przekażcie natychmiast do Sownarkomu aby wysłali pięć motocykli uzbrojonych w karabiny maszynowe. Tak trzeba łapać zagranicznego konsultanta, który zgubi Moskwę... Co? Kto mówi? Poeta Bezdomny? Adres. Jaki jest wasz adres. Halo. Dzwonię z domu wariatów. Słyszycie. Nie to skandal. Idiotka. Sabotażystka.

Strawiński

Nie trzeba wymyślać przez telefon. Proszę się położyć.

Bezdomny

Żegnam. Przepuścić.

Strawiński

Dokąd pan chce iść, Pan się źle czuje, pan zostanie u nas.

Bezdomny

Puszczacie czy nie!

Sanitariusze łapią Bezdomnego. MUZYKA: „Klinika” – forte kwartet, na moment robienia zastrzyku

Bezdomny

Bandyci. A więc jednak mnie przymknęli. Jeszcze za to zapłacicie. Ja was uprzedzałem.

Strawiński

Dobrze. Potem proszę dać mu te no...kąpięle i tlen.

Riuchin

Doktorze, czy to znaczy, że on jest naprawdę chory?

Strawiński

O tak.

Riuchin

A co mu właściwie jest?

Strawiński

Pobudzenie ośrodków mowy i ruchu…halucynacje. Skomplikowany przypadek jak przypuszczam. Sięga do kieszeni – wyjmuje kartkę z łacińską nazwą jakiejś choroby, potem drugą. Najprawdopodobniej schizofrenia…a do tego jeszcze alkoholizm.

Riuchin

A dlaczego on bez przerwy opowiada o jakimś konsultancie.

Strawiński

Pewnie widział kogoś, kto wstrząsnął jego chorą wyobraźnią. A może po prostu halucynacja.

Riuchin

Czy on tutaj zostanie?

Strawiński

Oczywiście. Co za skomplikowany przypadek! Mania furibunda!

MUZYKA: „Klinika” – forte kwartet, na moment robienia zastrzyku

Strawiński

Zaraz dostanie pan zastrzyk i od razu poczuje się lepiej. A potem niech pan to wszystko opisze. Siostra Praskonia Fiodorowna da panu kartkę i ołówek.

Riuchina otaczają asystenci, widzimy uniesione w górze strzykawki, słychać krótki krzyk. Riuchin wychodzi przez drzwi na drugi plan.

Bezdomny

Zastrzyk. O tak. Jakiż z ciebie łajdak Riuchin. Beztalencie.

Strawiński podnosi się, tłum asystentów znów zaczyna gadać do siebie, znikają z boku. Bezdomny zostaje sam. Otwierają się ściany z drzwiami. W tym samym czasie znów rozświetla się drugi plan. Na salę restauracyjną wchodzą Korowiow z Behemotem.

Riuchin

Sam przy stoliku, pijany. A ja jestem poeta Riuchin, mam 32 lata i co dalej będzie.

Behemot

W dawnym Gribojedowie to było jedzenie,. Filet ze sterleta z szyjkami rakowymi i ze świeżym kawiorem.

Korowiow

Z truflami.

Behemot

Jajka de cocotte w pieczarkowym sosie w kokilce.

Korowiow

Z truflami.

Behemot

No nie mów drogi Fagocie, że miałbyś coś przeciwko filecikom z drozdów? Z truflami!

Korowiow

Odczuwam nieprzepartą ochotę aby coś zjeść i wypić duże zimne piwo.

Behemot

I ja również.

Już chcą usiąść przy stoliku, gdy nagle podchodzi do nich Bosman Żorż.

Bosman Żorż

Proszę okazać legitymacje!

Korowiow

Tysiąckrotnie przepraszam, jakie legitymacje?

Bosman Żorż

Panowie jesteście pisarzami?

Korowiow

Bez wątpienia.

Bosman Żorż

Proszę okazać legitymacje.

Korowiow

Ślicznotko moja.

Bosman Żorż

Nie jestem ślicznotką.

Korowiow

O jakże tego żałuję. Jak pani sobie życzy. Więc, żeby upewnić się, ze Dostojewski jest pisarzem należy zażądać od niego okazania legitymacji? Zresztą przypuszczam, że Dostojewski żadnej legitymacji nie miał.

Behemot

Założę się, że nie miał.

Bosman Żorż

Ale pan nie jest Dostojewskim!

Korowiow

Skąd to można wiedzieć, skąd to można wiedzieć.

Behemot

Protestuję – Dostojewski jest nieśmiertelny.

Bosman Żorż

Proszę okazać legitymacje obywatele!

Korowiow

Na litość, przecież zaczyna to być śmieszne. Pisarz jest pisarzem ponieważ pisze, a nie dlatego, że ma legitymację. Skąd pani wie jakie wizje mogą się rodzić w mojej głowie? Albo tej, no choćby tej? Wskazuje Riuchina

Riuchin

A ja jestem poeta Riuchin i mam 32 lata. I co będzie dalej?

Korowiow

Proszę. A temu dostanie się kieliszek wódki, a może nawet lodowaty kufel piwa.

Bosman Żorż

Obywatele! Proszę okazać legitymacje. Albo proszę wychodzić i nie stać w przejściu.

Korowiow

I pomyśleć, że pod tym dachem wzbiera i dojrzewa cały ocean talentów literackich.

Behemot

Jak ananasy w oranżeriach.

Korowiow

I jaka słodka zgroza ściska serce kiedy pomyślisz, że dojrzewa w tym domu przyszły autor „Don Kichota” albo „Fausta”, albo niech mnie diabli wezmą „Martwych dusz”

Behemot

Aż strach pomyśleć.

Korowiow

Tak. Doprawdy zdumiewających rzeczy można oczekiwać pod dachem tego domu.

Lichodiejew

A ja jestem dyrektorem teatru Varietes i jutro, dokładnie o dwunastej w południe, nieodwołalnie składam pani wizytę. Przyjdę, nawet jeśli pani nie będzie. To już jest postanowione. Dziękuję.

MUZYKA: „Klinika” – piano kwartet, na zamknięcie drzwi

Bezdomny

Leży na podłodze, mówi z trudem Owego pamiętnego dnia, właśnie zachodziło gorące wiosenne słońce, gdy na Patriarszych Prudach zjawiło się dwóch obywateli. Michał Aleksandrowicz Berlioz - prezes największego stowarzyszenia literackiego Moskwy Massolitu i poeta Iwan Nikołajewicz Ponyriow zwany Bezdomnym.

Z boku pojawia się Berlioz z butelką mineralnej w dłoni

Berlioz

Uff, do diabła!

Z tyłu w drzwiach pojawia się Woland

Berlioz

Wiesz, Iwan, od tego gorąca przed chwilą, o mało co nie dostałem udaru! Moje serce… miałem coś na kształt halucynacji. Uff. Teraz to minęło. muszę odpocząć. W przyszłym tygodniu pojadę do Kisłowodzka.

Bezdomny

Piwo?

Berlioz

Piwo przywiozą wieczorem. Był tylko napój morelowy, ciepły. Wracając do twojego poematu: popełniłeś niewybaczalny błąd, który sprawił, że będziesz musiał napisać go od nowa. Opisany przez ciebie Jezus co prawda obdarzony jest wszelkimi najgorszymi cechami charakteru jednak czytelnik może odnieść wrażenie, że ów Jezus istniał naprawdę. A przecież problem nie polega na tym czy Jezus był dobry czy zły, ale na tym, że Jezus jako taki w ogóle nigdy nie istniał i wszystkie opowieści o nim to po prostu zwyczajne mitologiczne wymysły, czyli bujda na resorach! Weźmy takich starożytnych historyków, na przykład sławnego Filona z Aleksandrii i na niezmiernie uczonego Józefa Flawiusza – oni nigdzie ani słowem nie wspomnieli o istnieniu Jezusa. Nawet owo miejsce w rozdziale czterdziestym słynnych roczników „Tacyta”, gdzie wspomina się o straceniu Jezusa, jest po prostu późniejszą wstawką apokryfistów. A ty bardzo dobrze i odpowiednio satyrycznie pokazałeś na przykład narodziny Jezusa, syna bożego, ale dowcip polega na tym, że przed Jezusem narodziło się całe mnóstwo synów bożych, że weźmy choćby fenickiego Adonisa, frygijskiego Attisa czy Perskiego Mitra, ba nawet meksykańscy Aztekowie mieli swego boga Huitzilopochtli, którego czcili lepiąc figurki z ciasta. Nie ma takiej wschodniej religii, w której dziewica nie zrodziłaby boga, chrześcijanie nie wyśnili w gruncie rzeczy niczego nowego, stwarzając swojego Jezusa, który w rzeczywistości nigdy nie istniał. I właśnie na to należy położyć nacisk.

Woland

Panowie pozwolą, że się dołączę do dyskusji.

MUZYKA: akcent na wiolonczeli elektrycznej po tekście Wolanda

Woland

Proszę mi wybaczyć, że nie będąc znajomym panów, ośmielam się... ale jeśli dobrze usłyszałem, był pan łaskaw stwierdzić, że Jezus w ogóle nie istniał?

Berlioz

To właśnie powiedziałem.

Woland

Zdumiewające! Proszę mi wybaczyć moje natręctwo, ale, jeśli dobrze zrozumiałem, panowie na dobitkę nie wierzycie w Boga? Przysięgam, że nikomu nie powiem!

Berlioz

Zgadza się, nie wierzymy, ale o tym można mówić bez obawy. W naszym kraju większość ludzi już dawno przestała wierzyć w bajeczki o Bogu.

Woland

Panowie jesteście ateistami?

Berlioz

Tak, jesteśmy ateistami!

Woland

A to znakomicie. Niech pan pozwoli, że mu z całego serca podziękuję.

Berlioz

Za co mi pan dziękuję?

Woland

Za niezmiernie ważną informację, dla mnie podróżnika. Ale pozwólcie panowie, że was zapytam: skoro nie ma Boga, to kto kieruje życiem człowieka i w ogóle wszystkim, co się dzieje na świecie?

Berlioz

O tym wszystkim decyduje człowiek.

Woland

A jak człowiek może czymkolwiek kierować, skoro pozbawiony jest nie tylko możliwości planowania na choćby śmiesznie krótki czas, no, powiedzmy, na tysiąc lat, ale nie może ponadto ręczyć za to, co się z nim samym stanie następnego dnia? Ot dopiero co człowiek wybierał się do Kislowodzka zdawałoby się, głupstwo, ale nawet tego nie może dokonać, bo nagle, nie wiedzieć czemu, poślizgnie się i wpadnie pod tramwaj! Najgorsze jest jednak, że nikt nie może przewidzieć, co będzie pan robił dzisiejszego wieczora.

Berlioz

No, to już przesada. Wiem mniej więcej dokładnie, co będę robił dziś wieczór. Oczywista, jeśli na Bronnej nie spadnie mi cegła na głowę... Zaraz wpadnę do siebie, na Sadową, być może spotkam się z moim współlokatorem Stiopą Lichodiejewem, a potem o dziesiątej wieczorem w Massolicie odbędzie się zebranie, któremu będę przewodniczył.

Woland

Cegła? A to ciekawe.

MUZYKA: akcent na wiolonczeli elektrycznej po tekście Wolanda

Woland

Pan umrze inną śmiercią. Utną panu głowę!

Berlioz

A któż to zrobi? Wrogowie?

Woland

Nie. Rosjanka, komsomołka.

Berlioz

Hm... No, pan daruje, ale to mało prawdopodobne.

Woland

Annuszka już kupiła olej słonecznikowy…

MUZYKA: akcent na wiolonczeli elektrycznej po tekście Wolanda

Woland

… i nie dość, że kupiła, ale już go nawet rozlała. Tak więc zebranie się nie odbędzie.

Bezdomny

Przepraszam, ale czy nie byliście kiedyś, obywatelu, na leczeniu w szpitalu dla umysłowo chorych?

Berlioz

Iwan!

Woland

Byłem, byłem, i to nieraz! Gdzież to ja nie bywałem Iwanie Nikołajewiczu!

Bezdomny

Skąd pan wie, jak ja się nazywam?

Woland

No, wie pan, któż by pana nie znał …

Bezdomny

Słuchaj, Misza to nie żaden turysta, tylko szpieg. Wylegitymuj go natychmiast, bo zwieje. Zatrzymamy go, bo da nogę... To konsultant.

Woland

Zechcą mi chyba panowie wybaczyć, że w ferworze dyskusji zapomniałem się przedstawić. Oto moja wizytówka, oto paszport i zaproszenie do Moskwy na konsultację.

Berlioz

Bardzo mi przyjemnie. Więc zaproszono pana do Moskwy w charakterze konsultanta, profesorze?

Woland

Tak, mam być konsultantem.

Bezdomny

Pan jest Niemcem?

Woland

Ja? Tak, chyba jestem Niemcem.

Bezdomny

Pan świetnie mówi po rosyjsku

Woland

O, jestem w ogóle poliglotą. Znam bardzo wiele języków.

Berlioz

A jaka jest pańska specjalność?

Woland

Jestem specjalistą od czarnej magii.

Berlioz

I... zaproszono pana do nas jako specjalistę?

Woland

Tak, jako specjalistę: W waszej bibliotece narodowej znaleziono oryginalne rękopisy Gerberta z Aurillac, z dziesiątego wieku. Poproszono mnie, żebym je odcyfrował.

Berlioz

A! Więc jest pan historykiem?

Woland

Jestem historykiem. Dziś wieczorem na Patriarszych Prudach wydarzy się nadzwyczaj interesująca historia. (szeptem) I nie zapominajcie, że Jezus istniał naprawdę.

Berlioz

Ale potrzebne są jakieś na to świadectwa...

Woland

Nie trzeba żadnych świadectw. Ta historia jest bardzo prosta.

MUZYKA: wejście tematu Ewangelii po tekście Wolanda

Woland

W białym płaszczu z podbiciem koloru krwawnika posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego miesiąca nisan pod krytą kolumnadę łączącą oba skrzydła pałacu Heroda Wielkiego wyszedł piąty procurator Judei Poncjusz Piłat. Oto przysłali do niego podsądnego z Galilei, z wyrokiem śmierci wydanym przez sanhedryn. Skazany namawiał do zburzenia Jeruszalimskiej świątyni, a nazywano go Jeszua Ha–Nocri...

Zaczyna śpiewać

Straszna choroba chemicrania

Dręczy Piłata od samego świtu

I dawna nawiedza go mania

By fiolkę z trucizną zdobyć gdzie po cichu

Wypić i skonać zbiec od bólu głowy

W bezkresne łąki najsłodszej Nirwany

Wprowadzić więźnia tymi oto słowy

Odarto go z marzeń - przed nim stał pojmany

Ha Nocri -tak zwą cię? - cóż to za nazwisko?

Aramejskie rzekł więzień i dodał nieproszon

Dobry człowieku przekręcone wszystko

Dzisiaj mnie zabijesz, jutro mnie wyniosą!

Szczurza Śmierć do mnie! Nauczyć skazańca

Jak zwracać ma się do mnie tylko go nie kalecz

Imię jego Hegemon i tak masz się zwracać

Do Prokuratora - rzekł centurion Marek

Po czym na odlew wymierzył policzek

Co niczym piorun powalił człowieka

Drobnego w ciele o smagłym obliczu

Którego Piłat w zamyśleniu czekał

Nawoływałeś by zwalić świątynię

Zatem to jasne, nie miłe ci życie

Ależ nie hegemonie wszystko przez Lewitę

On o czym nauczam notuje w zeszycie

I wszystko przekręca, jam o budowaniu

Nowych świątyń w sobie, nie zaś pełnych złota

Twierdz, co lud trzymać mają w przekonaniu

Marności ich losu, miast po prostu kochać

Miłości ty piewca? Z Magdą ladacznicą

Pono się zadajesz - rzekł sekretarz cicho

Rzucił srebro na drogę Mateusz Lewita

Choć przecie pobierał podatki i myta

Tu zaśmiał się Piłat z bolesnym grymasem

Ból bowiem powrócił i jak grot ugodził

Wynieście tężę usiądę tymczasem

W chłodzie fontanny w komnacie Herodziej

Jakaż więc prawda o tobie Jehowa

ż wiesz o sprawach tak wysokiej wagi.

Prawda jest taka ze boli cię głowa

I pragniesz śmierci lecz nie masz odwagi

Przywołać psa, okazać się czuły

W murach pałacu Heroda Wielkiego

Po prostu straciłeś swoją wiarę w ludzi

Pies ci jest bratem, kochasz tylko jego.

Rozwiązać mu ręce - skąd wiesz że psa mam

Czy jesteś lekarzem czy też astrologiem?

Psa głowę dłoń twoja wykreśliła sama.

Czyś ty pod świątynię chciał podłożyć ogień.

...czy NIE ty? Nie panie, nie jestem niespełna rozumu

Nie jesteś to prawda. Więc NIE sekretarzu...

I nie podburzałeś do rewolty tłumu

I przysięgnij zatem a nie ciebie skarzą.

Na cóż mógłbym przysiąc?

Przysięgaj na życie!

Wiedz bowiem iż wisi dziś na cienkim włosku –

Któż je zawiesił na nim, wszak ty nie?

Mogę przeciąć ten włosek. Oddajcie go wojsku.

Winy w nim nie widzę, oprawmy innego

Wszak dobrzy z nas ludzie jak Ha - Nocri mawia

Znow zapach olejku...nienawidzę tego.

Z więźniem nie rozmawiac Kajfasza tu dawać.

Słuchaj kapłanie wyrok zatwierdzony

Lecz wszakze dziś Pascha kogo ułaskawisz

Bar Rabanowi będzie odpuszczone

Choc po trzykroć Piłacie za tamtym się wstawisz!

Swiat od dziś Kajfaszu dla nas dwóch za mały

Ogaraie cię trwoga twój swiat się zawali

Na zawsze przeklęty będzie ród twój cały

Kiedy się okaże kogoście skazali

Dwanaście upadków na golgoty zboczu

Niczym dwunastu zwiędłych apostołów

W czwartej kaźni godzinie gąbkę w occie moczy

Pić daje Jeszui dowódca legionu

Litoscią zdjęty a może rozkazem

Lekkim ruchem serce Ha-Nocri przekłuwa

Władczym ruchem ramienia Jeruszalaim wskaże

W strugach deszczu ze zbocza kohorta się zsuwa

MUZYKA: Zerwanie tematu Ewangelii

Berlioz

Pańskie opowiadanie jest całkiem sprzeczne z Ewangelią.

Woland

Na litość, kto wierzy w ewangelię. Zresztą, rzecz w tym, że przy tym byłem. Byłem na tarasie u Poncjusza Piłata, i w ogrodzie gdy rozmawiała z Kajfaszem, oczywiście potajemnie i incognito, więc proszę o tym nikomu nie mówić.

Berlioz

A ppppan...dawno w Moskwie...

Woland

Właśnie przyjechałem.

Berlioz

Tak, tak. Cóż to wszystko jest bardzo prawdopodobne. …a czy przyjechał pan sam czy z małżonką.

Woland

Sam. Zawsze jestem sam.

Berlioz

A gdzie się pan zatrzymał? W „Metropolu”?

Woland

Ja? Nigdzie.

Berlioz

A gdzie pan ma zamiar mieszkać?

Woland

W pana mieszkaniu Michale Aleksandrowiczu.

Berlioz

Bardzo byłbym rad, ale widzi panu u mnie będzie niewygodnie. W drugim pokoju mieszka dyrektor Varietes - Stiopa Lichodiejew, a w Metropolu są znakomite apartamenty.

Woland

A diabła też nie ma?

Bezdomny

Nie ma żadnego diabła. Co za obłęd. Czy wyście poszaleli!

Woland

To zaczyna być ciekawe. Czego się u was nie tknąć tego nie ma.

Berlioz

Proszę się uspokoić, proszę się uspokoić, profesorze. Niech pan tu posiedzi z towarzyszem Bezdomnym, a ja tylko skoczę na róg do telefonu, a potem zaraz pana odprowadzimy, gdzie pan będzie chciał.

Woland

Błagam niech pan tylko uwierzy, że istnieje diabeł.

MUZYKA: akcent na wiolonczeli elektrycznej po tekście Wolanda nakładający się na „Killera” (piosenka zespołu Tiger Lillies) – na wejście z Korowiowem i Behemotem. Zjawiają się Korowiow z Behemotem. Za nimi biegną muzycy, grając dynamiczny temat muzyczny. Z tyłu na metalowym stole wyjeżdża ciało Berlioza – towarzyszą mu 4 pielęgniarze.

Korowiow

Dokąd to obywatelu. Szukacie wyjścia. Tędy proszę. Tędy. Dalibyście za dobrą radę na ćwiartkę dla wzmocnienia zdrowia byłego regenta chóru cerkiewnego.

Korowiow i Behemot

Tam uciekł wam morderca

Tam uciekł wam morderca

Ha-ha-ha

Ten człowiek jest mordercą

On chciałby być jak Bóg

I każde ludzkie ścierwo

On zarżnąć sam by mógł

Ha-ha-ha

Behemot

Na pomoc. Na pomoc. Niech Pan się natychmiast przyzna kim jest?

Korowiow

Ten pan nie rozumie. on.. nie mówić ruski....nie...

Behemot

Jak to jeszcze przed chwilą świetnie mówił po rosyjsku. On nie jest żadnym Niemcem, ale szpiegiem i mordercą…

Korowiow

Obywatelu. Jakim prawem denerwujecie zagranicznego turystę. Drogo za to zapłacicie.

Behemot

Obywatelu pomóżcie zatrzymać przestępcę.

Korowiow

Który to? Gdzie on jest? Pierwsza rzecz trzeba krzyczeć: na pomoc. Inaczej zwieje. Wołajmy razem. No.

Behemot wyciąga szmatę z ust Bezdomnego. Muzyka cichnie.

Bezdomny

Na pomoc.

Korowiow

Nie tak.

Bezdomny

Na pomoc!!!

Korowiow

Na pomoc. Na pomoc.

Behemot

Z drugiej strony Na pomoc. Łapać.

Bezdomny

A to ty jesteś z tej samej bandy? Chcesz mnie nabrać. Ja ciebie oddam w ręce milicji. Łapać go. To oni obcięli głowę Berliozowi to oni.

Znów rusza upiorna muzyka

Korowiow, Behemot

Bezdomny

Łapać! Trzeba go złapać bo tak narozrabia, że się nie pozbieramy.

Korowiow z Behemotem znikają razem z muzykami

Bezdomny

I pobiegł Iwan Bezdomny nad rzekę Moskwę. Zobaczył tam kilku mężczyzn, któryż zdejmowali spodnie siedząc na kamieniach. Dla towarzystwa też zdjął buty, skarpetki, koszulę i spodnie, przysiadł schowawszy głowę w dłoniach i zapłakał. A napłakawszy się zobaczył, że jego ubranie zniknęło. Pomyślał wtedy: ukradli szybko i niepostrzeżenie. Poszedł zatem Iwan w samej bieliźnie i zaśpiewał „W moim ogrodzie rośnie malina, a pokochałam ja sukinsyna”. Panie doktorze. Muszę już iść.

Strawiński

Dokąd pan chce iść?

Bezdomny

Jak to gdzie. Na milicję.

Strawiński

Prosto stąd?

Bezdomny

Mhm.

Strawiński

Nie wstąpi pan po drodze do swojego mieszkania?

Bezdomny

Szkoda czasu.

Strawiński

Tak. a co pan przede wszystkim powie na milicji?

Bezdomny

Powiem o Poncjuszu Piłacie!

Strawiński

A to wyśmienicie, siostro wypiszcie z łaski swojej obywatele Bezdomnego, ale bielizny pościelowej proszę nie zmieniać. Za dwie godziny obywatel Bezdomny będzie tutaj z powrotem. No to do rychłego zobaczenia.

Bezdomny

A dlaczego znowu miałbym tu trafić?

Strawiński

Dlatego, że wypuścimy pana stąd tak jak pan przyszedł – czyli w kalesonach, a powiedział pan, że nie pójdzie do swojego mieszkania – więc można domniemywać, że przyjdzie pan na milicję w kalesonach i powie, że widział się z osobistym znajomym Poncjusza Piłata. W takim wypadku natychmiast przywiozą pana tutaj i znajdzie się pan w tym samym pokoju.

Bezdomny

Co tu mają do rzeczy kalesony? Trzeba łapać tamtego! Niech pan sam pomyśli! On ucieknie, a mnie tu trzymają siłą, świeca mi w oczy lampą, wsadzają do wanny, pytają o wujka Fiedię...wujek już dawno ziemię gryzie. Żądam, żeby mnie natychmiast wypuszczono.

Strawiński

Nigdzie pan nie pójdzie. Pomożemy tu panu. Słyszy mnie pan. Pomożemy.

Bezdomny

On ucieknie.

Strawiński

O nie zapewniam pana, że on nigdzie nie ucieknie.

MUZYKA: „Klinika” forte na wejście sanitariuszy i do położenia Bezdomnego

Bezdomny

Bandyci. Bandyci. Szubrawcy. Puszczaj. Puszczaj. A więc złapali mnie. Ginie Czerwona Stolica.

Strawiński

Niech pan się jednak nie przemęcza myśleniem i niech pan jak najmniej myśli o Poncjuszu Piłacie. Albo to mało rzeczy można opowiadać? Nie we wszystko trzeba wierzyć.

Bezdomny

Ale on ucieknie…

Strawiński

Pomożemy panu, słyszy mnie pan…pomożemy.

MUZYKA: „Klinika” wersja druga, delikatnie na zmianę dekoracji. W tym samym czasie trwa zmiana dekoracji. Rozjaśnienie. Na dywanie leży zwinięty Stopa Lichodiejew. Powoli budzi się, jest mocno skacowany. Obok niego chodzą jacyś dziwni ludzie. Wszyscy cały czas nie wychodzą jednak poza przestrzeń wyznaczoną przez dywan. Słyszymy głosy zmodyfikowane – jakby przepuszczone przez skacowaną świadomość Lichodiejewa.

Stiopa

przez sen

W samych gaciach. Do Gribojedowa w gaciach.

W drugim pokoju Nikanor Bosy przyjmuje podania o przydział mieszkania po nieboszczyku Berliozie.

Nikanor Bosy

Ach tak, w sprawie przydziału mieszkania po nieboszczyku Berliozie, „Tak przeprowadzi pan remont na własny koszt”, Rozumiem nie może pani przebywać w jednym mieszkaniu z bandytami”, „Tak porwano panu pierożki zapakowane bezpośrednio do kieszeni marynarki w mieszkaniu numer 31”, „tak popełni pan samobójstwo jeśli nie otrzyma metrażu po nieboszczyku Berliozie”, „tak, pani również, a nie pani jest w ciąży z nieboszczykiem”, „pani też” – rozumiem, ale teraz wychodzę, tak, tak: urzędowo, jak najbardziej urzędowo.

Znika Bosy, równolegle wchodzą do pokoiku Stiopy

Korowiow (cicho nad uchem Stiopy)

Stiopa, Stiopa. Jeśli natychmiast nie wstaniesz zostaniesz rozstrzelany. Na śmierć rozstrzelany.

Stiopa (przez sen)

Rozstrzeliwujcie mnie, róbcie ze mną co chcecie, za nic nie wstanę. Nie wstanę. Nie wstanę. I proszę was, wyłącznie ten patefon. O nie droga pani, jak to nie będzie pani w domu, przecież ja do pani dzisiaj przyjdę. Tak.

Korowiow

Ile można spać? To niedopuszczalne.

Stiopa

Misza, Misza. Co się stało.

Stiopa zatrzymuje się na wprost Korowiowa

Stiopa

Misza, ukradli mi moją twarz. Misza.

Woland

Dzień dobry najmilszy dyrektorze.

Stiopa

O przepraszam. Czego pan sobie życzy?

Woland

Już prawie jedenasta, a wyznaczył mi pan termin spotkania na dziesiątą. Czekam całą godzinę, aż się pan obudzi.

Stiopa

Przepraszam, ale czy może mi pan podać swoje nazwisko.

Korowiow

No tak. Nazwiska też nie pamięta. Nic nie pamięta. A damę na pewno pamięta.

Woland

Jakże to możliwe?

Stiopa

Przykro mi...

Stiopa już by się przewrócił, ale Korowiow przytrzymuje go, Woland staje nad nim jak wytrawny medyk

Korowiow

Niech pan zapomni dyrektorze o pyramidonie, to nie pomoże, podobne trzeba leczyć podobnym. Jedyne co może przywrócić pana do życia do dwie wódki pod pikantną, gorącą zakąskę.

Stiopa

Szczerze mówiąc, to żeśmy wczoraj odrobinkę...

Woland

Ani słowa więcej.

Obaj wypijają

Stiopa

Pan niczym nie przegryzie.

Woland

Zwykłem pijać bez zakąszania. No i jak przypomniał pan sobie moje nazwisko.

Stiopa

A...Nie pamiętam.

Woland

Czuję, że po wódce pił pan portwajn. Na litość, kto tak postępuje.

Stiopa

Chciałbym, aby to zostało między nami.

Woland

Ależ oczywiście! Ale za Chustowa rozumie się nie mogę ręczyć.

Stiopa

To pan zna Chustowa?

Woland

Widziałem go przelotnie wczoraj w pana gabinecie, ale wystarczy rzut oka na tę twarz, aby stwierdzić, że to drań, plotkarz, karierowicz i wazeliniarz.

Korowiow (z boku)

No a teraz Stiopa pomyślał sobie, że to szczera prawda, co mówi ów nieznajomy, którego imię pochłonęła wraz z całym wczorajszym dniem wielka czarna dziura.

Woland

Profesor czarnej magii Woland.

Stiopa

Stiopa Lichodiejew, dyrektor.

Woland

Mieliśmy dziś o dziesiątej rano podpisać kontrakt na moje siedem występów w pańskim teatrze Varietes.

Stiopa

Grunia!

Woland

Grunię chwilowo wysłałem po wódkę i zakąski, oraz lód do apteki.

Stiopa

Pozwoli pan, że obejrzę nasz kontrakt

Woland

Oczywiście. Oto i mój kontrakt.

Stiopa

Sięga po telefon. Dzień dobry dyrektorze. Mówi Lichodiejew. Chodzi oto, że no..siedzi u mnie ten Woland. Więc chciałem zapytać co tam słychać z dzisiejszym koncertem. Aha. Są już afisze, no tak. Oczywiście. Będę w teatrze za pół godziny. Co to za kot pęta się po mieszkaniu? Grunia.

Woland

No i jak tam mój kontrakt.

Stiopa

No niby wszystko się zgadza, zasadniczo, to ja będę szedł do teatru. Pan wybaczy, ale wydawało mi się, że widziałem kota.

Woland

To mój kot. Widzę, że jest pan zdziwiony, ale to po prostu moja świta.

Od tego momentu – coś zaczyna się dziać ze światłem – powoli przygasa, to znów rozpala się

Woland

A dla mojej świty potrzebne jest miejsce, i o kogoś tutaj jest za dużo. Myślę, że tym kimś jest właśnie pan.

Korowiow

Oni, oni. W ogóle oni się w ostatnim czasie paskudnie się świnią. Piją, wykorzystując swoje stanowisko, śpią z kobietami, ni cholery nie robią, zresztą nawet nie mogą nic robić, bo nie mają zielonego pojęcia o tym co do nich należy. Mydlą oczy swoim przełożonym.

Behemot

Służbowym samochodem rozjeżdża się bez skrupułów.

W drzwiach pojawia się na moment głowa Azazello

Azazello

Ja w ogóle nie rozumiem jak to się stało, że on został dyrektorem. Z niego taki dyrektor jak ze mnie arcybiskup.

Behemot

Ty wcale nie przypominasz arcybiskupa, Azazello

Azazello

Przecież o tym właśnie mówię. Czy można go messer, przepędzić z Moskwy do wszystkich diabłów.

Behemot

Won!

Korowiow

No to na Jałtę z nim.

Behemot

Won.

Stiopa

Ratunku…jestem chory…umieram.

MUZYKA: Pojawia się tamet „Marszu pogrzebowego” na zniesienie Stiopy Z boku – w drugą przestrzeń wchodzi Nikanor Bosy, objuczony plikiem podań o przyznanie mieszkania.

Nikanor

Ej Grunia, Grunia, czy jak cię tam zwą. Gdzie jesteś. Nie ma cię? Co to jest nie ma nikogo. Aaaa. A kim pan jest obywatelu?

Korowiow

Ba. Prezesie!

Nikanor przestraszony upuszcza plik teczek, które rozsypują się po scenie, Korowiow zaczyna mu pomagać w składaniu ich, ale czyni to wyjątkowo niezdarnie.

Nikanor

Proszę mi nie przeszkadzać. Mam do rozpatrzenia 32 podania o przydział mieszkania po nieboszczyku Berliozie. Zaraz, zaraz, a pan tu jest urzędowo?

Korowiow

Eh prezesie, co to właściwie znaczy urzędowo czy nieurzędowo. To wszystko jest chwiejne i umowne. Dziś jestem osobą nieurzędową, a jutro patrzcie no tylko jaką urzędową, bywa i na odwrót i to jak, drogi prezesie Nikanorze Iwanowiczu Bosy.

Nikanor

Kim pan jest? Jakie jest pańskie nazwisko? Skąd pan zna moje nazwisko?

Korowiow

Powiedzmy prezesie, że nazywam się Korowiow. Ale może by pan coś przekąsił. wyciąga z jednej kieszeni cebulę, z drugiej ziemniaka Proszę się nie krępować.

Nikanor

Jaka znowu przekąska? Pan przebywa na metrażu nieboszczyka Michaiła Berlioza, a to jest urzędowo zabronione. Co pan tu robi? Kto pana tu wpuścił?

Korowiow popycha Nikanora Bosego, ten siada na ziemi

Korowiow

Ale niechże pan siada.

Nikanor

Ale kim pan jest?

Korowiow

Ja zajmuję stanowisko tłumacza przy osobie cudzoziemca, który rezyduje w tym właśnie mieszkaniu. Oczywiście na zaproszenie dyrektora teatru Varietes – Stiopy Lichodiejewa, dopóki tamten nie wróci z Jałty. Lichodiejew nie dalej jak wczoraj wysłał w tej sprawie do pana list.

Nikanor

Ależ Lichodiejew niczego do mnie nie pisał.

Korowiow

Może pan jednak dobrze poszuka w swojej teczce.

Nikanor

No faktycznie jest. Jak to się stało, że zapomniałem.

Korowiow

Nie takie rzeczy się zdarzają. Roztargnienie, przemęczenie, podwyższone ciśnienie.

Nikanor

A kiedy Lichodiejew jedzie do Jałty?

Korowiow

On już jedzie. Już jedzie. Jest już diabli wiedzą gdzie.

Nikanor

W takim razie muszę się osobiście zobaczyć z cudzoziemcem.

Korowiow

Ależ to niemożliwe, właśnie tresuje kota. Ale kota, jeśli pan sobie życzy mogę pokazać.

Nikanor

Nie chcę oglądać żadnego kota.

Korowiow

Widzi pan prezesie, sprawa ma się następująco – cudzoziemiec czyli pan Woland za żadną cenę nie życzy sobie mieszkać w hotelu, a przywykł do mieszkania na szerokiej stopie, czy więc spółdzielnia nie wyraziłaby zgody na wynajęcie mu części mieszkania po nieboszczyku Berliozie, przecież to zupełnie obojętne dla nieboszczyka Berlioza, a już nie całkiem dla spółdzielni, no i pana drogi prezesie. On nie znosi hoteli, a na pieniądzach mu nie zależy, milioner. A jaką willę ma w Nicei. Tak więc co do pieniędzy, niech się pan nie krępuje, od kogo brać jak nie od niego. No to ile?

Nikanor

Po pięćset dziennie?

Korowiow

Znaczy się 3500 za tydzień. I to mają być pieniądze. Niech pan zażąda pięć, on da! To podpisujemy umowę.

Nikanor

No tak.

Korowiow

Proszę oto pieniądze. No i tu dla pana. I jeszcze bileciki na występ pana Wolanda.

Nikanor

Ale nie uchodzi...

Korowiow

U nas nie uchodzi, u cudzoziemców wprost przeciwnie. Pan go obrazi.

Nikanor

Najsurowiej wzbronione.

Korowiow

A gdzie są świadkowie? Pytam. No gdzie? No i wszystko w najlepszym porządku. I to tyle. Dziękujemy i do widzenia.

Nikanor odwraca się, idzie do tyłu. Jeszcze widzimy jak przelicza dolary i znika w drzwiach.

Behemot

Nie spodobał mi się ten prezes. To szubrawiec i krętacz. I nie chciał oglądać kota.

Korowiow

Masz całkowitą rację. Słyszymy jego przetworzony głos w głośnikach. Halo uważam za swój obowiązek zawiadomić, że prezes spółdzielni Nikanor Iwanowicz Bosy spekuluje walutą. W tej chwili w jego mieszkaniu pod numerem pięć znajduje się w przewodzie wentylacyjnym w ubikacji zawinięte czterysta dolarów. Mówi Timofiej Kwascow, lokator inkryminowanego domu z mieszkania numer jedenaście. Zaklinam na wszystko o utrzymanie mojego nazwiska w tajemnicy, albowiem obawiam się zemsty przytoczonego wyżej prezesa. Kończy.

Behemot

I właśnie w tej chwili Nikanor Iwanowicz Bosy, odwiedziwszy uprzednio ubikację, zasiadł do stołu, w swojej maleńkiej jadalni. Małżonka jego przyniosła z kuchni starannie pokrojonego, suto posypanego szczypiorkiem śledzia. Nikanor Bosy napełnił wódką kieliszek, wypił, nalał znowu, wypił i nadział na widelec trzy dzwonka śledzia…

Z tylnich drzwi wybiegają asystenci Strawińskiego i wleką pod ręce Nikanora, biegają z po samej krawędzi proscenium - przekazując z ręki do ręki jak w upiornej „ścieżce zdrowia”.

Nikanor

Ależ towarzysze. U nas w mieszkaniu nie może się znajdować nic takiego… nie wiem skąd się to tutaj wzięło. Dolary! Nie. To niemożliwe, żeby dolary w wentylacji. Wiem. Wrogowie. Wrogowie podrzucili. Towarzysze! Nie ma więcej. Nie mam, przysięgam na Boga. Towarzysze. W naszym domu grasuje nieczysta siła!

Z tyłu słychać głos małżonki (zza drzwi)

Żona Nikanora

Przyznaj się, Iwanycz. Przyznaj. Będziesz krócej siedział.

Nikanor

Uuu, krowa przeklęta.

Z tyłu nadal słychać głos małżonki:

Żona Nikanora

Przyznaj się, Iwanycz. Będziesz krócej siedział. Proszę cię: przyznaj się Iwanycz.

Asystenci

Wasze nazwisko Nikanor Iwanowicz Bosy? Jesteście prezesem komitetu blokowego numer 302-A z Sadowej?

Nikanor

Jestem Nikanor, Nikanor oczywiście! Ale jaki ze mnie u diabła prezes?

Asystenci

Co to ma znaczyć?

Nikanor

To ma znaczyć, że skoro jestem prezesem, to powinienem od razu ustalić, że on jest siłą nieczystą! Bo i jakże? Binokle pęknięte, chodzi w łachach i to ma być tłumacz cudzoziemca?

Asystenci

O kim mówicie?

Nikanor

Korowiow! Piszcie Korowiow. Siedzi u nas pod pięćdziesiątym. Trzeba go natychmiast złapać. Piszcie szósta klatka. Tam go znajdziecie.

Asystenci

Kto wam dał walutę?

Nikanor

Boże wielki, Boże wszechmogący. Ty wszystko widzisz, dobrze mi tak! Żadnej waluty na oczy nie widziałem, nie mam pojęcia o jakiej walucie mowa! Pan Bóg mnie pokarał za grzechy. Brałem. Brałem, ale nasze radzieckie. Meldowałem za pieniądze nie przeczę, zdarzało się. I nasz sekretarz Proleżniew też jest dobry, też dobry. Prawdę mówiąc w naszej administracji złodziej złodziejem pogania...ale waluty nie brałem.

Asystenci

Nie udawajcie durnia, tylko mówcie skąd wzięły się dolary w wentylacji?

Nikanor

Jeśli chcecie ziemię będę jadł na dowód, że nie brałem. A Korowiow to diabeł!

Asystenci

Co wy tu ciągle z tym Korowiowem?

Nikanor

To on, to on, tam za szafą, o jakże zęby szczerzy, i binokle te same. Gdzie kropidło? Lokal trzeba wyświęcić.

Bosy pada na kolana, zaczyna się modlić, bełkotać. Biorą go pod ręce, podchodzi Strawiński – zabiera mu talerzyk i widelec ze śledzikiem i z apetytem zjada.

Strawiński

Towarzyszu Bosy. Ci co trzeba już byli na pod pięćdziesiątym, ale tam lokal pusty, Berlioz nie żyje, Stiopa Lichodiejew wyjechał na Jałtę, na drzwiach pieczęcie jak należy i nikt żadnego Korowiowa nie widział. Posłuchajcie mnie Nikanorze Iwanowiczu: nie było żadnej umowy. A wy zostaniecie u nas na trochę. Położycie się, potrzebujecie odpoczynku i snu. Siostra Praskonia Fiodorowna zrobi wam zastrzyk, zaraz poczujecie się lepiej. Jesteście w dobrych rękach.

Bosy klęka i zaczyna się żegnać. MUZYKA: „Klinika” na zastrzyk, nagłe forte

Nikanor

Oj to dobrze, bo taki jestem zmęczony. Może potem wam to wszystko szczegółowo opowiem.

MUZYKA: „Sen Bosego” wstęp kwartet i piano

Chór

Prezes spółdzielni Nikanor Iwanowicz Bosy. Prezes spółdzielni Nikanor Iwanowicz Bosy.

Tenor

Jak młody obwieś czeka na spotkanie

Miłosne z jakąś chytrą rozpustnicą…

Chór

Prezes spółdzielni Nikanor Iwanowicz Bosy.

Żorż Bengalski

A więc siedzicie?

Wszyscy

Basem Siedzimy, siedzimy.

Żorż Bengalski

Że też wam się nie znudzi. Ludzie spacerują teraz po ulicach, rozkoszują się wiosennym słońcem, a wy męczycie się na podłodze w dusznej sali. Cóż. Cóż . Cóż powiadam nielegalne ukrywanie waluty to czysta bezmyślność.

Chór

Dolary, dolary, dolary. Zdać trzeba na państwo dolary.

Żorż Bengalski

Prosimy zatem do nad Nikanora Iwanowicza Bosego, przewodniczącego komitetu blokowego i kierownika dietetycznej stołówki.

Chór

Prezes spółdzielni Nikanor Iwanowicz Bosy. Prezes spółdzielni Nikanor Iwanowicz Bosy

Żorż Bengalski

Nikanorze Iwanowiczu niech pan da dobry przykład i niech pan zda walutę.

Chór

Towarzyszu zdawajcie walutę.

Nikanor

Przysięgam na Boga, że nie mam waluty.

Chór

Ach co za hańba!

Żorż Bengalski

Jeśli dobrze pana zrozumiałem, chce pan przysiąc na Boga, że nie ma waluty?

Nikanor

Tak jest, nie mam waluty. Puszkin ma, niech odda.

Chór

Nikanor nie ma waluty, Nikanor nie ma waluty

Żorż Bengalski

Ale, ale przepraszam za niedyskrecję, skąd w takim razie wzięło się te czterysta dolarów w ubikacji mieszkania, którego pan jest jedynym lokatorem wraz z pańską małżonką.

Nikanor

To czary. Nieczysta siła. Kraciasty tłumacz podrzucił.

Chór

Podrzucił tłumacz kraciasty!

Korowiow

Mówi, ale bardzo szybko, przechodząc przez scenę z prawej strony na lewą Czterysta dolarów podrzucili? Czy to w ogóle jest możliwe. Przecież w dzisiejszych czasach to rzecz nie do pomyślenia.

Żorż Bengalski

Co można podrzucić? (ktoś woła: dziecko!) no właśnie dziecko, ulotkę, maszynę piekielną i diabli wiedzą co, ale nie czterysta dolarów. Wy tu przecież jesteście wszyscy waluciarze i wiecie o tym dobrze.

Chór

Uuu, uuu, nie jesteśmy waluciarze, nie jesteśmy waluciarze

Żorż Bengalski

No. Zawiódł nas pan Nikanorze Iwanowiczu. A tak na pana liczyłem.

Chór

Niedobrze, bardzo niedobrze, on tak na pana liczył. Przez takich jak on niewinnie cierpimy.

Bosman Żorż

Przyznaj się Iwanycz, przyznaj, będzie krócej siedział.

Nikanor

Uuu, krowa przeklęta.

Żorż Bengalski

Kim jest ta dama?

Nikanor

To moja żona.

Chór

Krowa przeklęta.

Żorż Bengalski

Szanowna pani, ośmieliśmy się trudzić z następującego powodu: chcielibyśmy się mianowicie dowiedzieć czy małżonek pani posiada jeszcze walutę.

Pani Dunhil

Oddał już wszystko.

Żorż Bengalski

Skoro tak, to cóż. Musimy się pożegnać z Nikanorem Iwanowiczem. Ale, ale momencik.

Z dwóch stron wchodzi dama z tacą pełna pieniędzy i z kolią, piękna muzyka i kobiecy anielski chór

Żorż Bengalski

Ha. Ha. Osiemnaście tysięcy dolarów i kolia warta czterdzieści tysięcy w złocie. Nikanor Iwanowicz przechowywał to w mieście Charków, w mieszkaniu swojej kochanki Idy Herkulesuwny Wors – artystki rejonowego teatru objazdowego, którą mamy przyjemność właśnie podziwiać, wraz z jej siostrą. Panna Ida łaskawie pomogła odnaleźć te bezcenne, a w rękach prywatnych bezużyteczne skarby. A pan panie Nikanorze Iwanowiczu jesteś chciwy pająk i kłamca.

Pani Dunhil

Jakżeś ty śmiała krowo jedna dotknąć Nikanora Iwanowicza!

Kwartet zaczyna grac bardzo – dynamiczny i skoczny temat – upiorny sen – zamienia się w zwariowaną rewię

Chór

Wszyscy wstają i śpiewają w upiornym tempie

Nie ma nic cudowniejszego od pieniędzy.
Światem rządzi forsa i nic więcej

Więc nie czas na zbędne słówka, tutaj liczy się gotówka,

W naszym losie jest wykuta – waluta.
Żorż Bengalski

No to kto następny do zdawania waluty?

Jakiś tenor dalej wyśpiewuje

Tenor

Tyle złota tam leży

Ono do mnie należy

Nagle wszyscy dołączają się

Głosy

A ja mam dolary w piwnicy, a ja mam dolary schowane w pudełku po landrynkach Einema. A ja też bym chciał zdać, ale nie mam.

Bosy

Nie mamy waluty. Nie mam waluty.

Pada martwy na scenę

Korowiow

Dziwacy, jak Boga kocham.

MUZYKA: „Temat pogrzebowy” na kwartet. Pielęgniarze znoszą Bezdomnego.

Z tyłu widowni idzie Bezdomny Smuga światła na jego sylwetkę.

Bezdomny

Właściwie dlaczego tak się zdenerwowałem, kiedy Berlioz wpadł pod tramwaj. Ostatecznie co mi do tego? Co to mój brat, albo swat? Właściwie nawet go nie znałem. Redaktor naczelny miesięcznika literackiego wpadł pod tramwaj. No i co, może miesięcznik przestanie przez to wychodzić. Człowiek jest śmiertelny. No i po była mi ta cała idiotyczna pogoń w gaciach i ze świeczką w ręku, a potem jeszcze ta dzika draka w restauracji? Więc o co chodzi towarzysze? Że sprawa jest nieczysta, to nawet jasne dla dziecka. Profesor to człowiek niezwykły i tajemniczy! Facet osobiście znał Poncjusza Piłata! Jeszcze wam mało. Trzeba było wypytać go grzecznie co dalej działo się z Piłatem, nie zaś zajmować się diabli wiedzą czym…. Na kogo wyszedłem, w takim razie? Na durnia.

Bezdomny dochodzi do krawędzi sceny – siada na gzymsie. Po drugiej stronie pojawia się też na gzymsie mężczyzna w szpitalnej piżamie.

Mistrz

Jasne, że na durnia, to oczywiste: wczoraj na Patriaszych Prudach spotkał pan szatana.

Bezdomny

Nie to niemożliwe. Nie ma żadnego szatana.

Mistrz

Siedzi pan w szpitalu psychiatrycznym jako jego ofiara, a ciągle się pan upiera że nie ma szatana. Pan, proszę wybaczyć, o ile się nie mylę jest nieukiem?

Bezdomny

Niewątpliwie.

Mistrz

Ale Berlioz, powinien wiedzieć, to przecież człowiek nie tylko oczytany, ale również bardzo sprytny, chociaż Woland potrafi zamydlić oczy nawet sprytniejszym od Berlioza.

Bezdomny

Kto?

Mistrz

Ciszej! Woland.

Bezdomny

Rozumiem. Miał literę ”W” na wizytówce. Więc on naprawdę mógł być u Poncjusza Piłata?

Mistrz

Musimy spojrzeć prawdzie w oczy. Pański rozmówca był u Piłata, jadł śniadanie z Kantem, a teraz odwiedził Moskwę.

Bezdomny

Ale przecież on tu diabli wiedzą jak narozrabia. Trzeba go jakoś złapać.

Mistrz

Nie radziłbym ani panu, ani nikomu innemu. Nie mogę odżałować, że to pan go spotkał, a nie ja. Choć już wszystko spłonęło do dna i popiół przysypał węgle to oddałbym wszystko za to spotkanie.

Bezdomny

Po cóż on panu?

Mistrz

Siedzę tutaj z tego samego powodu co pan. Przed rokiem napisałem powieść o Poncjuszu Piłacie.

Bezdomny

Pan jest pisarzem?

Mistrz

Jestem Mistrzem.

Bezdomny

A jak pana hm…nazwisko?

Mistrz

Nie mam nazwiska. Wyrzekłem się jego jak i wszystkiego w życiu.

Bezdomny

A pańska powieść...o Piłacie…

Mistrz

Teraz to nieważne. Mam tylko nadzieję, że ta nieszczęsna kobieta zapomniała już o mnie. Proszę mi wierzyć: nikt nie wiedział o naszym związku. Ona twierdziła, że musieliśmy się kochać nie znając i że ona żyła z innym mężczyzną, a ja z tą, no…

Bezdomny

Był pan żonaty?

Mistrz

No tak. Z tą Warią, nie z Manią, nie z Warią… taka sukienka w paski. Zresztą nie pamiętam.

Bezdomny

A kim była ta druga kobieta?

Mistrz

Przychodziła do mnie codziennie w południe, ale czekałem na nią od rana. Siedziałem przy biurku i przestawiałem na nim przedmioty, czekałem na stuknięcie rachitycznej furtki. Proszę mi wierzyć: nikt nie wiedział o naszym związku. Ja wynająłem suterenę na Arbacie. Ona wchodziła do mojego pokoju, zapalała piecyk, przygotowywała śniadanie, ja zaś pracowałem nad moją powieścią, o piątym prokuratorze Judei która z czasem pochłonęła także i ją, i to tak dalece, że nawet zaczynałem być o to zazdrosny. W nieskończoność czytała to co napisałem. Wtedy uszyła mi tę czapeczkę. Wróżyła mi sławę, nie mogła się doczekać ostatnich słów o piątym prokuratorze Judei. Mówiła, że w tej powieści jest całe jej życie. O boże jak on mną wstrząsnął! Jak mną wstrząsnął.

Bezdomny

Kto wstrząsnął?

Mistrz

No redaktor. Redaktor. Przeczytał moją powieść. Trzymał w rękach maszynopis i chrząkał, a nawet chichotał ze zmieszania, pytał mnie kim jestem, skąd się właściwie wziąłem, powiedział, że muszą się z nią zapoznać członkowie kolegium redakcyjnego – krytycy Aryman i Łatuński, jak przyszedłem do redakcji po dwóch tygodniach, przyjęła mnie jakaś pannica, która od nieustannego łgania dostała już zeza...

Bezdomny

A to Łapszennikowa, sekretarz redakcji.

Mistrz

...wręczyła mi moją powieść mówiąc, że mają dość materiału na najbliższe dwa lata, w związku z czym problem druku mojej książki, jak się wyraziła, upada, jednak inny redaktor wydrukował kawałek mojej powieści...

Bezdomny

Ależ tak, to pan usiłował przemycić na łamy apologię Jezusa Chrystusa.

Mistrz

O tak o mojej powieści napisał krytyk Aryman. „Wróg pod skrzydłem redaktora”. Potem ukazał się tekst krytyka Łatuńskiego - „Starowier wojujący”. Ale tamtego dnia moja ukochana powiedziała, że otruje Łatuńskiego. Zaraz potem jednak nadeszły dni jesiennej beznadziei. Siedzieliśmy na dywanie i patrzyli w ogień. Ona wychodziła na spacery. Artykuły się ciągle ukazywały. Najpierw się śmiałem, ale potem zacząłem się bać. Coraz bardziej. Nie, nie tych artykułów, ale ciemności. Wydawało mi się, jak zasypiałem, że macki jakiejś zimnej ośmiornicy skradają się ku mojemu sercu. Moja ukochana zmieniła się bardzo, wychudła, pobladła, prosiła aby jej wybaczył to, że radziła mi, abym wydrukował fragment mojej powieści. Mówiła żebym wyjechał nad Morze Czarne, rzucił to wszystko. Miałem jeszcze 10.000 – z pieniędzy jakie wygrałem na loterii, to jej oddałem, na przechowanie. To stało się pewnego dnia w październiku, wieczorem. Czułem, że ośmiornica, jest coraz bliżej, wydawało mi się, że jesienna ciemność wygniecie szyb, wleje się do środka i zatopi mnie jak atrament. Wrzasnąłem. Dotarłem do pieca, rozpaliłem ogień, znalazłem w przedpokoju butelkę wina, wypiłem ją całą, poczułem się lepiej, lęki trochę minęły. Otworzyłem drzwi piecyka i grzałem ręce szeptając: „domyśl się, że ze mną jest źle przyjdź, przyjdź, przyjdź....” nikt jednak nie nadchodził, w piecu huczał ogień, deszcz bił o szyby, otwarłem szuflady, wyjąłem ciężki egzemplarz powieści i bruliony brudnopisów, łamiąc sobie paznokcie wpychałem je na sztorc między polana, zapisany papier nie chciał się palić, popiół tłumił płomienie, ale ja poruszałem pogrzebaczem karty, stronice żółkły powoli, migały dobrze mi znane słowa, papier czerniał, słowa ginęły, ja w zapamiętaniu dobijałem je pogrzebaczem. Ogień pochłonął wszystko, całą moją powieść. Jak jej nienawidziłem, nienawidziłem. W jednej chwili wszystko się dokonało się. Ciemność okryła Jeruszalaim, znienawidzone przez prokuratora miasto. Z coraz większą odrazą wypowiada zdania ze swojej powieści – po czym znika.

Bezdomny

Jeszcze..jeszcze!

Dźwięki kliniki. Z boku pojawia się Strawiński i kiwa na Bezdomnego, który schodzi z gzymsu.

MUZYKA: „Klinika” forte, do nagłego zerwania, na wyciemnieniu, przejście na światła widowni

PRZERWA

Dzień drugi: Makabryczne Varietes

MUZYKA: Odgłosy interkomu, strojenie instrumentów

W głębi sceny. Bufet teatru Varietes. Stolik z telefonami. Warionucha je zupę.. Rimski, stoi z filiżanką kawy i bezmyślnie cały czas miesza ją. Dzwoni telefon. Z boku bufetowy Fokicz. Z bufetu, od stolika Rimskiego odchodzi Bengalski. Krzyczy: nie, to jest skandal, ja się nie zgadzam na zmianę programu. Ja jestem profesjonalistą, a nie wesołkiem. Na jego tekst nakładają się telefony Warionuchy.

Warionucha

Z kim? Z Warionuchą? Nie. Nie ma go. Iwan Sawieliewicz Warionucha wyszedł z teatru. Odkłada słuchawkę

Rimski

Warionucha proszę cię, dzwoń jeszcze raz do Lichodiejewa.

Warionucha

Kiedy nie ma go w domu. Już nawet posyłałem Karpowa, ale nikogo nie ma w mieszkaniu.

Rimski

Diabli wiedzą co to ma znaczyć.

Warionucha

Fokicz wnosi afisze. Afisze na dzisiejszy występ tego Wolanda przynieśli. Niezłe. Zwracają uwagę.

Rimski

Mnie się ta cała afera wyjątkowo nie podoba. Dziwię się, że pozwolili mu na wystawianie czegoś podobnego. „Seans czarnej magii oraz magii owej całkowite zdemaskowanie”.

Warionucha

Nic nie mów Mikołaju Iwanowiczu. Widzisz, rzecz w tym, że może być dobrze znana nam biała magia, może być nawet szara magia, znana w wiadomych kręgach, w tym wypadku widać może też być czarna magia. To bardzo subtelne posunięcie. Zauważ: cały dowcip polega na demaskowaniu.

Rimski

Ten Stiopa to zawsze wymyśli coś takiego! Gdyby przynajmniej pokazał tego maga. Tyś go przynajmniej widział. Kto to u diabła jest?

Warionucha

Nie widziałem go na oczy. Lichodiejew jak oszalały przybiegł do mnie z umową i polecił wypłacić magowi zaliczkę, i tyle go widzieli.

Rimski

Jest pięć po drugiej a Lichodiejewa ciągle niema. Dzwonił o jedenastej i miał być, za pół godziny. Cała robota przez niego stoi.

Warionucha

A może wpadł pod tramwaj jak przewodniczący Berlioz?

Rimski

Nie byłoby źle.

Depeszowa

Wchodzi z prawej strony Gdzie tu jest Varietes? Mam pilną depeszę czyta jak przez szczekaczkę jałty moskwy varietes dzisiaj pół do dwunastej komisariacie zjawił się szatyn w nocnej koszuli spodniach bez butów obłąkany zeznał nazwisko lichodiajew jest dyrektorem variets depeszujcie milicja jałta gdzie dyrektor lichodiejew. Proszę podpisać.

Rimski

Moje uszanowanie. No i jeszcze jedna niespodzianka.

Warionucha

Samozwaniec. Przyjmowanie telegramów. Na rachunek Varietes. Pilna depesza. Jałta. milicja. dyrektor lichodiejew moskwie dyrektor finansowy rimski. Podnosi inny telefon. Nie było tam u wam Stiopy Lichodiejewa. No tak. Szkoda.

Natychmiast wchodzi Depeszowa, ale z innej strony

Rimski

Co tam znowu?

Warionucha

Czyta błagam dać wiarę przeniesiony jałta hipnoza wolanda depeszujcie milicję potwierdzenie tożsamości lichodiejew

Depeszowa

Obywatele! Najpierw podpiszcie, a potem będziecie sobie milczeć ile dusza zapragnie. Ja roznoszę pilne telegramy!

Warionucha

Na pewno rozmawiałeś z nim przez telefon po jedenastej?

Rimski

Głupie gadanie. Rozmawiałem czy nie rozmawiałem, Lichodiejew nie może być teraz w Jałcie. To śmieszne.

Warionucha

On jest pijany...

Rimski

Kto jest pijany?

Warionucha

Lichodiejew, a z Jałty depeszuje samozwaniec. Hipnoza...tylko skąd samozwaniec może wiedzieć o kontaktach Lichodiajewa z Wolandem? Ależ skądże. Bzdura!

Rimski

Gdzie zatrzymał się ten Woland?

Warionucha

W biurze turystycznym mówią, że w mieszkaniu Lichodiajewa. Mieszkanie nie odpowiada. Może by spróbować zadzwonić jeszcze...

Wchodzi Depeszowa

Rimski

Co takiego?

Depeszowa

Depesza. Pilna. Pokwitować.czyta Dowodem mój charakter pisma mój podpis proszę potwierdzić telegraficznie zarządźcie obserwację Wolanda lichodiejew.

Warionucha

To jest niemożliwe!

Rimski

To jego charakter pisma.

Warionucha

No jego. Nie rozumiem. Nie-ro-zumiem. Koleją do Sewastopola półtora tysiąca kilometrów, a do Jałty trzeba dorzucić jeszcze osiemdziesiąt. W linii prostej oczywiście. To może być tylko hipnoza.

Rimski

Rozmawiałem z nim o 11.20, był u siebie w mieszkaniu. O 11.30 zjawił się na milicji w Jałcie. I jaka hipnoza przerzuca ludzi o tysiąc kilometrów. To jest wykluczone. Rozumiesz. Wykluczone. Podnosi telefon Poproszę rozmowę błyskawiczną z Jałtą. Jak na złość linia uszkodzona. Dobra. Znajdź mi tego Wolanda.

Warionucha

Czy mogę rozmawiać z panem Wolandem. Tak. Mówi administrator Varietes Warionucha. Merci. Kto przy telefonie. Do Rimskiego Rozmawiam z jego tłumaczem Korowiowem. Przepraszam czy Stiopy Lichodiejewa nie ma w domu. Co! Wyjechał na przejażdżkę za miasto. Kiedy wróci? Dobrze. Niech pan będzie uprzejmy przekazać panu Wolandowi, że jego występ odbędzie się w trzeciej części programu. Odkłada telefon. No mówiłem, nie pojechał do żadnej Jałty tylko za miasto.

Rimski

Jeśli tak, to jest to świństwo nie z tej ziemi.

Warionucha

Wiem. Przypomniałem sobie. W Puszkino otwarli niedawno wschodnią restaurację – nazywa się Jałta. Wszystko jasne. Schlał się i stamtąd depeszuje.

Rimski

No tego już za wiele. Ciężko odpokutuje ten piknik. Wychodzi, ale wraca Ale, zaraz, jakże to przecież milicja.

Warionucha

To głupstwo, stare kawały Lichodiejewa.

Rimski

Wierz co - bierz te depesze i zanieś gdzie trzeba. I to jak najszybciej. Niech już tam się martwią.

Rimski wychodzi, Warionucha podchodzi do przodu. Dzwoni telefon. Warionucha podnosi słuchawkę.

Warionucha

Iwan Sawiliewicz Warionucha wyszedł z teatru.

Głos

Słuchaj Warionucha, rozumiesz po rosyjsku nie noś nigdzie tych depesz.

Warionucha

Przestanie pan, czy nie. Poczekaj pan, zapłacisz mi za to. Jaki pański numer. My pana znajdziemy! Odwraca się a tu stoi przed nim Behemot. Co to za?

Behemot

To pan, Iwanie Sawielewiczu?

Warionucha

Powiedzmy, że ja.

Behemot

Miło mi.... naprawdę bardzo mi miło.

Muzyka: Piosenka Jana Kiepury. Korowiow uderza go

Warionucha

Co wy robicie towarzysze...obywatele

Behemot

Co masz w teczce, gnido? Depesze? A uprzedzano cię przez telefon, żebyś ich nigdzie nie nosił. Uprzedzano cię.

Warionucha

Uprzedza..dzadza..no..

Korowiow

A ty musiałeś polecieć? Dawaj teczkę pasożycie!

I dalej rusza muzyka, kopniaki trafiają Warionuchę i nagle staje przed nim Hella – wykonała dwa salta i siada na nim..

Hella

Warionucha, Warionucha, pozwól, że cię ucałuję.

Zmiana dekoracji. Dzwonek teatralny. Zaczyna się spektakl. Słychać dzwonki, inspicjent woła: za 10 minut rozpoczynamy spektakl. Z głośnika dobiega zapowiedź: Trio Rowerowe Giugli na scenę.

MUZYKA: Tusz orkiestrowy na wejście Bengalskiego

Żorż Bengalski

Proszę Państwa: zaczynamy, zaczynamy. Ho-ho, ileż tu ludzi. Widzę, że zwaliło się dziś do nas chyba z pół miasta! Parę dni temu spotykam przyjaciela i pytam: "Dlaczego nie wpadniesz do Variets? Wczoraj było u nas pół miasta". A on mi na to: "Bo ja mieszkam w tej drugiej połowie!" Ah-ha-ha. No cóż: wita Państwa wasz ulubiony konferansjer Żorż Bengalski. Ach, ach: znów dziś jeszcze jeden niezwykły wieczór w niezwykłym teatrze Varietes. A teraz: absolutna rewelacja: niezwykły gość z daleka Profesor Czarnej Magii Woland.

MUZYKA: Tusz orkiestrowy na tekst Bengalskiego

Głos z boku: nie ma go jeszcze!

Żorż Bengalski

No tak. W takim razie wystąpi teraz przed państwem Ida HErkulesówna Wors w mrożącym krew w żyłach numerze w towarzystwie Trio Rowerowego Giugli.

MUZYKA: Piosenka „Arlekino” z repertuaru auły Pugaczowej w wykonaniu jazz bandu i Idy Herkulesowy Wors – oraz zespołu baletowego – 4 sanitariuszy zamienionych w siłaczy z Varietes.

Żorż Bengalski

Proszę Państwa: zaczynamy, zaczynamy. Ho-ho, ileż tu ludzi. Widzę, że zwaliło się dziś do nas chyba z pół miasta! Parę dni temu spotykam przyjaciela i pytam: "Dlaczego nie wpadniesz do Variets? Wczoraj było u nas pół miasta". A on mi na to: "Bo ja mieszkam w tej drugiej połowie!" A więc obywatele… a teraz wystąpi przed wami z seansem czarnej magii, długo oczekiwany - znakomity artysta zagraniczny monsieur Woland. Oczywista, i ja wiem, i państwo wiecie, że czarna magia w ogóle nie istnieje i że nie jest to nic innego jak tylko zabobon, zaś maestro Woland po prostu mistrzowsko opanował technikę trików, o czym się zresztą dowiecie w najciekawszej części jego występu, to znaczy w części demaskującej całą tę technikę, no, i ponieważ wszyscy jesteśmy entuzjastami techniki i jej demaskowania, to poprosimy teraz pana Wolanda!...

MUZYKA: Tusz orkiestrowy na tekst Bengalskiego

Woland

Fotel. Powiedz mi, zacny Fagocie: twoim zdaniem, mieszkańcy Moskwy bardzo się zmienili?

Korowiow

Tak jest, messer

Woland

Masz rację. Ludność tego miasta bardzo się zmieniła... zewnętrznie, mam na myśli... zresztą i samo miasto... O ubraniach nie ma nawet co mówić, ale pojawiły się te... jak im tam... tramwaje, automobile...

Korowiow

Autobusy!

Żorż Bengalski

Zagraniczny artysta wyraża zachwyt Moskwą, która się tak rozwinęła w sensie technicznym, a także nad mieszkańcami Moskwy

Woland

Czyż wyraziłem zachwyt?

Korowiow

W żadnym wypadku, messer, nie było mowy o żadnym zachwycie.

Woland

Więc o czym ten człowiek mówi?

Korowiow

Łże po prostu! Gratuluję wam łgarstwa, obywatelu!

Woland

Mnie jednak interesują nie tyle autobusy, telefony i inna...

Korowiow

Aparatura

Woland

Właśnie, dziękuję, ile sprawa niepomiernie istotniejsza: czy mieszkańcy tego miasta zmienili się wewnętrznie?

Korowiow

Tak, to najważniejsza sprawa, messer.

Woland

Ale my tu gadu, gadu, drogi Fagocie, a publiczność zaczyna się nudzić. Bądź tak uprzejmy i pokaż nam na początek coś prościutkiego.

MUZYKA: Akcenty muzyczne na każde słowo Korowiowa w odliczaniu

Korowiow

Adin, dwa, tri, czietyrie… Talia którą widzieli szanowne obywatele, znajduje się tera w drugim rzędzie u obywatela Łatuńskiego, jak raz między banknotem trzyrublowym a wezwaniem do sądu w sprawie o zaległe alimenty dla obywatelki Zielkowej. Proszę ją zachować na pamiątkę! Nie na darmo mówił pan wczoraj przy kolacji, że gdyby nie poker, to pana życie w Moskwie byłoby zupełnie nie do zniesienia.

Korowiow

Proszę ją zachować na pamiątkę. Nie na darmo mówił pan wczoraj przy kolacji, że gdyby nie poker pańskie życie w Moskwie byłoby zupełnie nie do zniesienia.

Głos z sali

Stary kawał! Ten na parterze jest z tej samej paczki!

Korowiow

Tak pan sądzi? W takim razie pan też do niej należy, ponieważ talia znajduje się w pańskiej kieszeni!

Głos z sali

Rzeczywiście! Ma! Są, są!... Poczekaj! Przecież to czerwońce! Tysiąc rubli. Jak Boga kocham, prawdziwe! Czerwońce, same dychy. Zagraj pan i ze mną takimi kartami!

Korowiow

Avec plaisir! Ale dlaczego tylko z panem? Wszyscy chętnie wezmą w tym udział! Proszę popatrzeć w górę! Raz! Dwa! Trzy!

Z sufitu lecą pieniądze

Głos z sali

Czerwońce, czerwońce, Co łapiesz, co? Mój, do mnie leciał! Nie pchaj się, bo jak ja cię popchnę!

Żorż Bengalski

Tak więc, obywatele, byliśmy oto świadkami tak zwanej masowej hipnozy. Jest to ściśle naukowe doświadczenie, które najlepiej dowodzi, że nie ma w magii żadnych cudów. Poprosimy teraz maestro Wolanda, żeby zechciał nam objaśnić to doświadczenie. Obecnie, obywatele, zobaczycie, że te rzekome banknoty znikną równie szybko, jak się zjawiły.

Korowiow

A oto przypadek tak zwanego łgarstwa te pieniądze są prawdziwe, obywatele. Nawiasem mówiąc, obrzydł mi ten facet. Pcha się ciągle tam, gdzie go nie proszą, psuje cały seans kłamliwymi komentarzami! Co z nim zrobimy?

Głos

Urwać mu głowę!

Korowiow

Czy ktoś powiedział: głowę mu urwać, dobrze słyszałem, obywatele. Urwać głowę? To jest myśl! Behemot! - Do roboty! Eins, zwei, drei!

MUZYKA: Dźwięk na wiolonczeli na obcinanie głowy Bengalskiemu

Głowa Żorża Bengalskiego

Lekarza!

Korowiow

Będziesz jeszcze plótł duby smalone?

Głowa Żorża Bengalskiego

Już nie będę!

Korowiow

Więc jak, obywatele, darować mu czy nie? Co rozkażesz, messer?

Woland

No cóż. Ludzie są tylko ludźmi. Lubią pieniądze z czegokolwiek byłyby zrobione,... No, cóż... i miłosierdzie zapuka niekiedy do ich serc… włóżcie głowę.

MUZYKA: Dźwięk na wiolonczeli na założenie głowy Bengalskiemu

Bengalski

Oddajcie mi moją głowę. Zabierzcie mieszkanie, zabierzcie obrazy, ale oddajcie głowę.

Z boku pojawiają się sanitariusze i zabierają ze sobą Bengalskiego

Korowiow

A teraz, skorośmy spławili tego nudziarza, czas na numer wieczoru.

MUZYKA: „Sarabanda” Haendla na kwartet.

Korowiow

Uwaga: otwieramy niezwykły paryski salon mody dla pań! Uwaga specjalne okazje! Nasza firma całkowicie bezpłatnie wymienia stare sukienki i obuwie na paryskie toalety i paryskie pantofelki. A więc otwieramy.

Cała publiczność Varietes wstaje i wchodzi jak zahipnotyzowana na środek sceny. Zerwanie „Sarabandy”

Korowiow

Uwaga otwieramy. Trzy...

Tłum

Trzy, dwa, jeden.

Nagle tłum rusza w otwarte przez Behemot drzwi. Tratowanie. Przepychanie. Widać, jak za drzwiami aktorzy zdzierają z siebie ubranie i wymieniają się częściami garderoby, ubierając się w groteskowe niekompletne stroje.

Gdy zaczynają wychodzić przez drzwi muzyka powraca, zatrzymują się z przodu, jak na prawdziwym pokazie mody. Behemot „przedstawia” każdą kreację.

Behemot

Guerlain, Mitsuko, Narcisse, Nor, Channel numer pięć, suknie wieczorowe, sukienki koktajlowe.

Korowiow

Uwaga specjalne okazje! Nasza firma całkowicie bezpłatnie wymienia stare torebek, perfumy, kapelusze, pończochy, bieliznę, jak również inne dodatki na najnowsze paryskie wyroby. Proszę się nie krępować. Bez żadnych ceremonii. A teraz kolejny salon.

MUZYKA: Zerwanie „Sarabandy”

Korowiow

Trzy. Dwa. Jeden.

Powtarza się sytuacja tylko z drugiej strony sceny. Ale teraz postacie są już prawie rozebrane. Gdy wyjdą przez drzwi muzyka powraca

Behemot

Moda Polska, Antkowiak, Minge, Lagerferld, Arkadius

Korowiow

Jeszcze tylko jedna minuta i niestety z powodu późnej pory magazyn zostanie zamknięty, aż do jutrzejszego wieczora.

Pisk, krzyk, wrzask. Gwałtowne porzucanie resztek garderoby.

Behemot

Koniec seansu! Koniec seansu!

Rozlega się wystrzał.

MUZYKA: Zerwanie „Sarabandy” na strzał. Tłum rozebranych mieszkańców śpiewa „Morze przesławne” i idzie w kierunku proscenium.

Rimski

Wiedziałem, że to się tak skończy. Wiedziałem. Trzeba odwołać jutrzejszy spektakl i to natychmiast.

Nagle wszyscy spostrzegają, iż są rozebrani – uciekają.

Rimski

Warionucha, aleś mnie wystraszył. Ale coś jest z tobą, nie tak. Ty...tobie coś brakuje. Twój cień. Co się stało z twoim cieniem. Ty jesteś mar...

Warionucha

To na nic dyrektorze Rimski!

Rimski

Na pomoc...

Warionucha

Nie ma nikogo, kto by cię usłyszał.

Rimski

Traci głos. Warionucha wraz z Hellą znikają. Rimski biegnie do drzwi. Ostra rockowa muzyka. Zmiana dekoracji. Ściany zostaję przesunięte do przodu, gdzie rozsiedli się Korowiow z Behemotem.. Słychać temat pieśni Kiepury. W drzwiach pojawia się Fokicz.

Fokicz

Przepraszam czy to mieszkanie numer 50, przy Sadowej 302 –A?

Korowiow

Tak.

Fokicz

Muszę się koniecznie zobaczyć z panem artystą.

Korowiow

Tak? Koniecznie właśnie z nim?

Fokicz

Z nim właśnie.

Korowiow

Przybył tu jakiś człeczyna i chce zobaczyć się z messerem.

Woland

Czym mogę panu służyć.

Fokicz

Jestem kierownikiem bufetu w teatrze Varietes.

Woland

Nie. Nie. Ani słowa więcej! Nigdy, w żadnym wypadku nie wezmę nic do ust w pańskim bufecie. Przechodziłem wczoraj, szanowny panie, obok pańskiego bufetu i do teraz nie mogę tego zapomnieć. Łaskawco!. Bryndza i Jesiotr.

Fokicz

Tak. Co z nimi.

Woland

Drogi panie. Zielona bryndza nie istnieje, ktoś musiał pana oszukać. Bryndza powinna być biała. A herbata? Toć to pomyje! Sam widziałem jak jakaś niechlujna dziewczyna wlewała z wiadra surową wodę do waszego wielkiego samowara a herbatę nalewano dalej. A jesiotr...

Fokicz

Przepraszam, przyszedłem w innej sprawie i jesiotr nie ma tu nic do rzeczy.

Woland

Jakże to, jesiotr nie ma nic do rzeczy, skoro jest zepsuty.

Fokicz

Przysłano nam jesiotra drugiej świeżości.

Woland

Kochaneczku to nonsens.

Fokicz

Co nonsens?

Woland

Druga świeżość! Świeżość jest tylko jedna, pierwsza i ostatnie. Druga świeżość to znaczy, że jesiotr jest zepsuty.

Fokicz

Proszę mi wybaczyć, ale

Woland

Wybaczyć nie mogę.

Fokicz

Przyszedłem w innej sprawie.

Woland

Jakież to inne sprawy mogły pana do mnie sprowadzić. O ile się nie mylę z osób zbliżonych do pańskiej profesji znałem jedną kurtyzanę, ale to były dość dawno. Korowiow! Taboret dla pana kierownika bufetu!

Fokicz

Dziękuję najuprzejmiej.

Woland

Tak więc stanęliśmy na jesiotrze. Świeżość. Świeżość. Świeżość. To powinna być dewiza każdego bufetowego. A propos. Byłby pan tak łaskawy i poczęstował się...

Fokicz

Ja...ja..

Woland

Wina jakich krain pan zwykł pijać o tej porze.

Korowiow

Proszę spróbować. Pucharek wina. Białe, czerwone?

Fokicz

Ja ...niepijący..

Korowiow

Może partyjkę kości? Karty, domino?

Fokicz

Nie gram.

Woland

To bardzo źle. Widzi pan, coś niedobrego kryję się w mężczyznach, którzy unikają wina, gier i towarzystwa pięknych kobiet i ucztowania. Tacy ludzie są ciężko chorzy, albo nienawidzą otoczenia. Co więc pana do nas sprowadza?

Fokicz

Był pan łaskaw pokazywać sztuki...

Woland

Ja? Pan raczy żartować. Mnie to nawet nie przystoi.

Fokicz

Ale przecież...seans czarnej magii..

Woland

No tak. Mój drogi, wyjawię panu tajemnicę. Wcale nie jestem artystą, chciałem tylko popatrzeć na mieszkańców Moskwy. To moja świta zorganizowała seans. Ja tylko siedziałem i patrzyłem. No ale co pana sprowadza do mnie w związku z seansem?

Fokicz

Przepraszam, że ośmielam się przypomnieć, ale z sufitu poleciały banknoty. Wszyscy je łapali. Przychodzi więc do bufetu młody człowiek, daje czerwońca, a ja mu wydaję osiem pięćdziesiąt reszty. Potem drugi…

Korowiow

Też młody?

Fokicz

Nie starszy. Potem trzeci, czwarty...a ja wszystkim wydaję resztę. A potem sprawdzam kasę, a tam zamiast pieniędzy pocięty papier. Na sto dziewięć rubli nacięli bufet.

Behemot

Aj,jaj. Czyżby kanciarze. Czyżby wśród mieszkańców Moskwy mogli znaleźć się kanciarze.

Fokicz

Powinien pan zapłacić!

Woland

Zapłacić?

Fokicz

O takich sztuczkach trzeba powiadamiać administrację.

Woland

Nie mam ochoty panu płacić. To takie nudne.

Fokicz

A więc będę zmuszony oddać sprawę do sądu.

Woland

Niech pan już da te papiery. Wymienimy je panu. Pan przecież jest człowiekiem ubogi. Prawda? Jest pan ubogi?

Fokicz

Ale tu były etykiety po wodzie mineralnej, papierki po cukierkach ślazowych...

Woland

Niemało sobie pan odłożył. Co?

Korowiow

Otwiera drzwi, słyszymy jego przetworzony głos Gdzieś tak około dwieście czterdzieści dziewięć tysięcy rubli, w pięciu oddziałach kasy oszczędności, a w domu pod podłogą dwieście złotych dziesiątek. No ale to oczywiście nie są pieniądze.

Woland

Kiedy ma pan zamiar umrzeć?

Fokicz

Nikt tego wiedzieć nie może i nikogo to nie powinno obchodzić.

Korowiow

Powiedzmy, że nikt nie wie. Też mi dwumian Newtona. Umrze on za dziewięć miesięcy...w przyszłym roku w lutym na raka wątroby w klinice Pierwszego Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego na sali numer cztery.

Behemot

Dziewięć miesięcy. Czyli wypada po jakieś dwadzieścia siedem tysięcy rubli na miesiąc. No i do tego jeszcze te dziesiątki pod podłogą.

Korowiow

Dziesiątek nie da się upłynnić. Po śmierci Andrzeja Fokicza dom natychmiast zostanie zburzony, a monety zostaną przekazane do Banku Narodowego.

Woland

Zresztą nie radziłbym kłaść się do kliniki.

MUZYKA: Rusza „Tango muerte”

Woland

Co za sens umierać na szpitalnej sali, gdzie słuchać tylko jęki i rzężenia śmiertelnie chorych? Czy nie lepiej wydać ucztę za te 27 tysięcy a potem zażyć truciznę i przenieść się na tamten świat przy dźwiękach strun w otoczeniu pięknych kobiet i oszołomionych winem przyjaciół

Woland

Dość tych marzeń.

MUZYKA: Zerwanie „Tanga muerte”

Woland

Niech pan pokaże te kawałki papieru...No i cóż tam?

Fokicz

Czerwońce!

Korowiow

Słuchaj no panie kierowniku bufetu. Czy pan jest pijany?

Fokicz

Co takiego się dzieje? Ki diabeł?

Behemot

Co się dzieje? Z chciwości mąci się panu w oczach.

Fokicz

Aaale, jeśli one znowu ..ten..tego...

Woland

Jestem bardzo rad, że pana poznałem.

Korowiow

Drogi Andrzeju dziękujemy, że nas pan odwiedził, proszę serdecznie pozdrowić wszystkich przyjaciół. Ode mnie i od Behemota.

Behemot

Hella odprowadź pana.

Korowiow

Do widzenia. Proszę wszystkich pozdrowić.

Hella podchodzi i drapie go w głowę, Fokicz znika za drzwiami, po chwili wybiega z boku – wprost na doktora Stravińskiego

Fokicz

Jestem śmiertelnie chory, proszę mnie przyjąć poza kolejnością…krzyczy Panie doktorze, przed chwilą dowiedziałem się z wiarygodnego źródła, że w lutym przyszłego roku umrę na raka wątroby. Błagam niech pan powstrzyma tego raka.

Strawiński

Pan wybaczy ale nie rozumiem. ..czy pan był u lekarza? I co się panu stało w głowę?

Fokicz

U jakiego lekarza? Zobaczyłby pan tego lekarza. Niech pan plunie na głowę, ona nie ma nic do rzeczy. Niech pan plunie na głowę. Ona nie ma nic do rzeczy. Rak wątroby…proszę go zatrzymać.

Strawiński

Pije pan wódkę?

Fokicz

Nigdy do ust nie wziąłem.

Strawiński

Proszę tu stanąć. Proszę oddychać. Tak. Nie oddychać. Oddychać. Tak. Koniecznie musi pan odwiedzić neurologa.

Fokicz

Ile panu jestem winien.?

Strawiński

A co to takiego? Proszę to zabrać.

Fokicz

Niech pan weźmie, tylko niech pan zatrzyma raka.

Strawiński

Dobrze. Dobrze. Proszę jutro oddać mocz do analizy. Tu ma pan skierowanie. Tak. I proszę nie pić zbyt wiele herbaty i jeść zupełnie bez soli.

Fokicz

Nawet zupy nie solić?

Strawiński

Niczego nie solić.

MUZYKA: Zaczyna się „Kaniec filma” (utwór Tiger Lillies) Pojawiają się Korowiow i Behemot z metalowym łóżkiem-stołem. Jazz-band – obok nich.

Fokicz

Cicho Ja jestem śmiertelnie chory. To mnie grają.

Korowiow, Behemot

Choć jesteś bydle, kozi syn,

niech cię nie dręczy duszy spleen,

wszak każda męka kres swój ma,

wot dla tiebja kaniec filma.

Choć zamiast twarzy zadek masz

optymistycznie w przyszłość patrz.

Jak jesiotr będziesz wkrótce gnił

więc się nie przejmuj byle czym.

Wot dla tiebja kaniec filma.

Wot dla tiebja kaniec filma.

Ha-ha-ha-ha-ha-ha-ha-ha

Choć żyłeś, jak podstępna wesz-

-wśród małych krętactw wielki stres,

spocona czaszka, drżenie rąk-

-uśmiechnij się, to kres twych mąk.

Spójrz, jak wątrobę toczy rak.

Lecz nie mów, że ci szczęścia brak.

Niech cię nie dręczy ciężar ów

wszak już po śmierci będziesz zdrów.

Wot dla tiebja kaniec filma

Wot dla tiebja kaniec filma

Ha-ha-ha-ha-ha-ha-ha-ha

Ha-ha-ha-ha-ha-ha-ha-ha

Jak słodko się obrócić w pył

i nie pamiętać kim żeś był.

Najsłodszą będzie chwila ta.

Wot dla tiebja kaniec filma.

Wot dla tiebja kaniec filma

Wot dla tiebja kaniec filma

Wot dla tiebja kaniec filma

Wot dla tiebja

kaniec filma

Fokicz

Siostro. Pani oczy. Pani oczy są martwe.

PRZERWA

Dzień trzeci: Odlot Małgorzaty

MUZYKA: Zaczyna się „Marsz pogrzebowy” – przemarsz konduktu i zejście w kulisy. Z przodu na ławce Małgorzata.. Pełne światło – ciepłe, jasne.

Małgorzata

Dlaczego zostawiłam cię wtedy w nocy samego? Dlaczego? Przecież to było szaleństwo. Wróciłam nazajutrz, jak obiecałam, ale było za późno, ciebie tam już nie było. Ale, widzisz, cały czas mam nadpalony brulion twojej powieści i zasuszoną róże i nawet twoją książeczkę oszczędnościową, na której jest 10.000 rubli. Dlaczego tylko nie dajesz mi znaku życia. Ciekawe czyj to pogrzeb i dlaczego żałobnicy mają takie niezwykłe miny?

Azazello

Michała Aleksandrowicza Berlioza. Przewodniczącego Massolitu. Tak. Panuje wśród żałobników doprawdy niespotykany nastrój. Wiozą nieboszczyka, a myślą tylko o tym, gdzie też się mogła zapodziać jego głowa.

Małgorzata

Jaka głowa?

Azazello

Proszę tylko pomyśleć, dziś rano ktoś z sali u Gribojedowa gwizdnął z trumny głowę nieboszczyka.

Małgorzata

Jak to się mogło stać?

Azazello

Diabli wiedzą jak. Sądzę, że warto by o to zapytać Behemota. Coś okropnego jak zręcznie ją gwizdnęli. Co za skandal…I do czego może byś potrzeba komuś taka głowa?

Małgorzata

Chwileczkę. Jakiego Berlioza? Tego co to dzisiaj w gazetach?

Azazello

A tak, tak.

Małgorzata

To znaczy, że za trumną idą literaci?

Azazello

A jasne, że literaci.

Małgorzata

Proszę mi powiedzieć, czy nie ma wśród nich krytyka Łatuńskiego.

Azazello wstaje, wykonuje ruch ręką, kondukt zatrzymuje się , Azazello podchodzi do postaci, wskazuje Łatuńskiego

Azazello

Jakże może go nie być? Ten w czwartym rzędzie z samego brzegu to on.

Małgorzata

Ten blondyn? Podobny do pastora?

Azazello

O, to, to! Jak widz nienawidzi pani tego Łatuńskiego.

Małgorzata

Nienawidzę jeszcze parę innych osób, ale to nieciekawy temat, to pana nie zainteresuje.

Azazello

Naturalnie co w tym ciekawego Małgorzato Nikołajewna.

Małgorzata

Pan mnie zna? Bo ja pana nie znam.

Azazello

Skąd pani mnie może znać. A nawiasem mówiąc - przysłano mnie do pani z interesem.

Małgorzata

Od tego trzeba zacząć, zamiast pleść diabli wiedząc co o jakiejś uciętej głowie. Chce mnie pan aresztować?

Azazello

Dlaczego od razu aresztować? Dlaczego jeśli ktoś zaczyna rozmowę, to miałoby się skończyć to aresztowaniem? Po prostu mam do pani interes.

Małgorzata

Nie rozumiem, jaki interes?

Azazello

Polecono mi żebym na dziś wieczór panią zaprosił.

Małgorzata

Co pan bredzi? Do kogo?

Azazello

Do pewnego bardzo ważnego cudzoziemca.

Małgorzata

Jak widzę, rodzi się nowa profesja – uliczny stręczyciel!

Azazello

Ciemność, która nadciągnęła znad Morza Śródziemnego, okryła znienawidzone przez procuratora miasto. Otchłań zwaliła się z niebios i pochłonęła skrzydlatych bogów ponad hipodromem...Jeruszalaim, wielkie miasto zniknęło jak gdyby nigdy nie istniało. ..Niech panią piekło pochłonie razem z tym nadpalonym brulionem, i zasuszoną różą, niech pani dalej błaga go żeby zniknął z pamięci, żeby wypuścił panią na wolność

Małgorzata

Nic nie rozumiem. O brulionie można się jeszcze dowiedzieć. Ale jak pan poznał moje myśli? Kim pan jest? Z jakiej instytucji?

Azazello

Powiedziałem już, że z żadnej. Niech pani usiądzie. No dobra. Nazywam się Azazello, ale to i tak nic pani nie powie.

Małgorzata

Czy mógłby mi pan powiedzieć skąd pan wie o brulionie i o moich myślach?

Azazello

Nie mógłbym.

Małgorzata

Ale pan coś o nim wie.

Azazello

Powiedzmy, że wiem.

Małgorzata

Czy on żyje?

Azazello

Żyje, żyje.

Małgorzata

O Boże. O Boże.

Azazello

Tylko proszę bez histerii…

Małgorzata

Przepraszam, przepraszam. Oczywiście rozgniewałam się na pana, ale zgodzi się pan chyba, że kiedy ktoś nagle na ulicy zaprasza kobietę….nie mam przesądów... zapewniam pana, ale ja nigdy nie widuję się z cudzoziemcami i nie mam z nimi ochoty nawiązywać stosunków towarzyskich…przy tym mój mąż…na tym polega mój dramat, że żyję nie z tym, z którego kocham, ale uważam że byłoby podłością zmarnować mu karierę... z jego strony spotkało mnie tylko samo dobro….

Azazello

Już dobrze. Cudzoziemiec, do którego panią zapraszam jest całkowicie niegroźny. I żywa dusza nie będzie wiedziała o pani wizycie. Za co jak za, ale za to mogę ręczyć.

Małgorzata

A po co mu jestem potrzebna?

Azazello

Tego dowie się pani później.

Małgorzata

Rozumiem...mam mu się oddać.

Azazello

Rozczaruję panią, ale to się nie stanie.

Małgorzata

No więc czego on chce?

Azazello

Powiedzmy...skorzysta pani z okazji

Małgorzata

Dowiem się czegoś o nim. O tak. Jadę dokąd pan chce.

Azazello

Dlaczego mnie do tego delegowali. Mógł jechać Behemot. On ma wdzięk. Dać admistratorowi po mordzie, albo wyrzucić z domu wujaszka, to robota dla mnie. Ale rozmawiać z kobietami! O nie.

Małgorzata

No przecież zgodziłam się. Jadę.

Azazello

Proszę oto przyjąć to puzderko i punktualnie o wpół do dziesiątej, rozebrać się do naga i natrzeć całe ciało znajdującą się w nim maścią. Potem proszę nie oddalać się od telefonu i czekać na instrukcje. Zostanie pani dostarczona na miejsce, bez kłopotów.

Małgorzata

To jakaś ciemna historia, ale idę w nią. Ale jak mnie pan zgubi będzie panu wstyd. Rozumie pan. Wstyd!

Azazello

Do diabła, proszę mi to oddać. Niech poślą Behemota. Ja nie potrafię pracować z kobietami. Proszę mi to oddać. Natychmiast proszę oddać.

Małgorzata

O nie! Zgadzam się na wszystko. Jadę. Jadę. Nie oddam.

Azazello

Ba!

MUZYKA: Powrót marsza pogrzebowego – przejście orkiestry przez proscenium. Za orkiestrą idzie Korowiow - dyrygując. Zmiana dekoracji. Ustawiony pokoik Małgorzaty. Małgorzata wchodzi z boku. Po czym wraca do pokoju. Smaruje się kremem. Rozbiera się. Nagle pada na podłogę. Zaczyna się jej odlot – niczym narkotykowy trans .

MUZYKA: do zerwania gdy zaczyna wyrzucać rzeczy przez drzwi

Natasza

Małgorzato Nikołajewna, Małgorzato Nikołajewna słyszała pani co się wczoraj działo w Varietes…

Małgorzata

I co Nataszo, ładna jestem?

Natasza

Zbiera rozrzucone ubrania Małgorzaty Jakże to tak, Małgorzato Nikołajewna, jak pani to robi?

Małgorzata

To krem! Krem.

Natasza

Pani skóra….świeci.

Małgorzata

Daj spokój! Nataszo zostaw to. Zostaw to wszystko. A zresztą weź sobie na pamiątkę. Zabierz sobie wszystko tym pokoju. Weź sobie wszystkie szmatki, perfumy. Nie bierz kosztowności – bo cię oskarżą o kradzież. Zaraz zadzwoni Azazello. Teraz wszystko rozumiem - cudzoziemiec jest niegroźny.

MUZYKA: Wchodzi „Are you lonesome tonigth” Presleya.

Z przodu sceny przechodzi Mikołaj Iwanowicz..

Małgorzata

A dzień dobry Mikołaju Iwanowiczu! Wraca pan z zebrania? A ja siedzę, jak pan widzi, sama, nudzę i patrzę sobie na księżyc i słucham muzyki.

Mikołaj Iwanowicz nie wiedzieć czemu nagle kuca, oburącz nad głowa trzymając teczkę. Próbuje coś powiedzieć, ale z gardła dobywa mu się jedynie charkot.

Małgorzata

To niegrzecznie Mikołaju Iwanowiczu. Mimo wszystko jestem kobietą! Przecież to chamstwo nie odpowiadać, kiedy ktoś mówi do pana. Ach jaki pan nudny, Mikołaju Iwanowiczu. W ogóle wszyscy żeście mi tak potwornie obrzydli, że niech was diabli wezmą!

Z tyłu pojawia się Azazello

Azazello

Małgorzato, już czas, niech pani wylatuje.

MUZYKA: Zerwanie „Presleya”

Małgorzata

Żegnam pana Mikołaju Iwanowiczu! Żegnaj Natasza! Niewidzialna!

MUZYKA: Wejście „Passengera”, z tyłu pojawia się Natasza, teraz ona – bierze krem. Natasz wciąga – Mikołaja Iwanowicza w swoją przestrzeń. Z przodu pojawia się kruk.

Kruk

Małgorzato Nikołajewna. Zapraszam panią na przejażdżkę. Cel podróży: Mieszkanie krytyka Łatuńskiego. Numer 84.

Małgorzata

Łatuński – ten co zgubił mistrza!. Łatuński 84. Łatuński 84.

MUZYKA: Wejście „Wau, wau” Niny Hagen . Wpadają sanitariusze w strojach rockersów. Tańczą dziwne pogo, wiozą Małgorzatę na proscenium. MUZYKA: Ostre przejście z „Wau, wau” na muzykę klubową

Natasza z Mikołajem w szafie

Małgorzata

Nataszka! Nasmarowałaś się kremem?

Natasza

Kochana, królowo ty moja francuska. I jemu posmarowałam łysinę kremem.

Mikołaj Iwanowicz

Księżniczko!

Natasza

Najmilsza Małgorzato Nikołajewna. Wzięłam krem. Też chcę żyć i latać. Wybacz mi królowo, ale nie wrócę. Oświadczył mi się. Jak do mnie mówiłeś.

Mikołaj Iwanowicz

Bogini! Nie mogę tak szybko. Mogę pogubić ważne dokumenty.

Natasza

Idź do diabła ze swoimi dokumentami. Czego on nie wygadywał ten świntuch. Do czego nie namawiał. Jaką forsę obiecywał. Mówił, że Klaudia Pietrowna o niczym się nie dowie. Co może powiesz, że kłamię?

Mikołaj Iwanowicz

Domagam się przyrócenia mojego normalnego wyglądu. Nie mam zamiaru lecieć na jakieś nielegalne zebranie. Małgorzato Nikołajewna, pani jest obowiązana przywołać do porządku swoją pomoc domową.

Natasza

Teraz ja jestem dla ciebie pomoc domowa? A jak ty do mnie mówiłeś?

Mikołaj Iwanowicz

Wenero! Wenero!

Natasza

Małgorzato Nikołajewna niech się pani za mną wstawi, niech mnie przyjmą na wiedźmę.

Małgorzata

Dobrze. Obiecuję ci.

Natasza

Dziękuję.

MUZYKA: Wejście „Hallowen” King Diamond. Zapada nagła cisza. Ciemność. Korowiow ze butami dla królowej w dłoni.

Korowiow

Pani pozwoli, że się przedstawię: Korowiow. Dziwi się pani czemu nie ma światła. Myśli pani, że chodzi o oszczędność – skądże znowu. Po prostu messer nie lubi światła elektrycznego – więc włączymy je w ostatniej chwili. Zresztą może lepiej, żeby nie było go wcale.

Małgorzata

Najbardziej mnie zdumiewa gdzie to ile tu przestrzeni i gdzie się wszystko mieści. To jest przecież zwykłe mieszkanie, jakich wiele na Sadowej...

Korowiow

To zupełnie proste. Ci którzy są otrzaskani z piątym wymiarem, bez trudu mogą powiększyć lokal do potrzebnych rozmiarów. Powiem więcej, do czort wie jakich rozmiarów! Zresztą zdarzało mi spotkać ludzi którzy nie tylko nie mieli pojęcia o piątym wymiarze, ale o niczym nie mieli zielonego pojęcia a tym niemniej dokonywali cudów jeśli chodzi o powiększenie swoich mieszkań. Ale do rzeczy. Jest pani mądrą kobietą i bez wątpienia domyśliła się już pani, kim jest nasz gospodarz.? Doskonale. Raz do roku messer wydaje bal. Jest to wiosenny bal pełni księżyca. Tłumy! Jak się pani zapewne domyśla – messer jest kawalerem, potrzebna jest jednak gospodyni, cóż to za bal bez gospodyni. Utarła się tradycja, że gospodyni zawsze ma na imię Małgorzata i jest królewskiej krwi i zawsze pochodzi z miasta gdzie odbywa się bal. W Moskwie znaleźliśmy sto dwadzieścia jeden Małgorzata – no i żadna się nie nadaje. Oczywiście poza panią. Krótko mówiąc: czy zgadza się pani pełnić rolę gospodyni na balu u pana Wolanda?

Małgorzata

Zgadzam się.

Korowiow

Bardzo dobrze.

Woland wychodzi z cienia, stoi w drzwiach.

Woland

Witam cię królowo i proszę abyś wybaczyła mi mój domowy strój. Behemot. Mamy gościa.

Behemot wstaje i oświetla sobie twarz od dołu.

Woland

Co to ma znaczyć? Czemuś sobie pozłocił wąsy i po diabła ci ta muszka?

Behemot

Doprawdy nie godzi się iść na bal bez muszki. Nie chciałbym znaleźć się w sytuacji gdy zostanę wyrzucony za drzwi z powodu nieodpowiedniego stroju.

Woland

No ale wąsy....?

Behemot

Widzę, że czyni się jakieś wycieczki pod moim adresem, więc muszę się poważnie zastanowić czy aby na pewno powinienem iść na bal.

Woland

Tak więc pragnę przedstawić pani – moją świtę. Ten, który się tu wygłupia to kot Behemot, Azazella i Korowiowa już pani zna, a oto Hella – moja wierna służka – jest roztropna, pojętna i we wszystkim potrafi usłużyć. Aj, noga mnie rozbolała...a tutaj ten bal.

Małgorzata

Może ja...

zaczyna wcierać maść

Woland

Moi doradcy utrzymują, że to reumatyzm. Podejrzewam, jednak, że ten ból to pamiątka po pewnej czarującej wiedźmie, z która zawarłem bliższą znajomość w roku 1571 w Brockenhill na Diabelskiej Katedrze

Małgorzata

Ach, czy to możliwe?

Woland

Głupstwo! Za trzysta lat przejdzie. Ale czy pani nic nie dręczy, może jakiś smutek zatruwa pani serce.

Małgorzata

Nie. Teraz kiedy jestem u pana czuję się doskonale.

Azazello

Messer, śpieszę donieść, że mamy dwoje obcych ludzi: jakąś piękną dziewczynę, która błaga by pozostawiono ją przy Małgorzacie a wraz z nią przybył, przepraszam za wyrażenie: wieprz.

Woland

Dziwnie się zachowują te piękne dziewczyny.

Małgorzata

To Natasza, Natasza. Moja służąca.

Woland

Dobra, zastawcie ją przy pani, a wieprza do kuchni.

Małgorzata

Chcecie go zarżnąć? Na litość messer – to Mikołaj Iwanowicz, lokator z parteru.

Woland

A po kiego diabła miałbym go zarzynać. Niech sobie posiedzi z kucharzami i koniec. Przyzna pani, że nie mogę go wpuścić do sali balowej.

Azazello

Zbliża się północ, messer

Woland

Już czas. Już czas! Zaczynamy.

Behemot

Ja, ja dam znak.

Korowiow

Dawaj!

Behemot

Bal!

Zapalają się wiszące lampy z odkrytymi świetlówkami. Olbrzymia poczekalnia. Brudne, nieprzyjemne wnętrze. Po środku stół z głową Berlioza.

Małgorzata

A gdzież goście?

Korowiow

Nadejdą, królowo nadejdą. Nie będziesz mogła uskarżać się na ich brak. Niech się pani niczemu nie dziwi, zostanie pani wynagrodzona. Do północy zostało najwyżej dziesięć sekund, zaraz się zacznie.

Małgorzata

Kto dyryguje?

Behemot

Johannes Strauss. I nich mnie powieszą na lianie w tropikalnym lesie, jeśli kiedykolwiek na jakimkolwiek balu grała już taka orkiestra! Osobiście ich zapraszałem. I proszę zauważyć: ani jeden nie zachorował ani jeden nie odmówił..

rusza muzyka

MUZYKA: „Musica ricerata”

Z tyłu pojawiają się bywalcy Gribojedowa – pogrążeni w takim samym jak na początku – tańcu, podchodzą do Małgorzaty, zdzierają z niej ubranie, dotykają ją, całują.

Korowiow

Oto Monsieur Jacques. Fałszerz pieniędzy, zdrajca stanu, ale doprawdy zdolny alchemik. Wsławił się tym, że otruł kochankę króla.

Behemot

Jakże się cieszę.

Korowiow

Królowa jest zachwycona

Behemot

Jesteśmy zachwyceni....

Korowiow

Hrabia Robert. To odwrotny przypadek. Hrabia Robert był kochankiem królowej i otruł swoją żonę.

Behemot

Bardzo nam miło hrabio!

Korowiow

Signore Tofaa, niezmiernie popularna wśród młodych neopolitanek, którym znudzili się ich mężowie. Przecież zdarza się tak, królowo, że żona ma dość męża.

Frieda

Królowo, ja jestem Frieda. Frieda, Frieda.

Małgorzata

Ależ tak.

Małgorzata

A do czego służy ta zieleń na szyi?

Korowiow

Signorę spotkała w więzieniu pewna nieprzyjemność, strażnicy więzienni wywiedziawszy się, że około pięciuset zbyt pochopnie wybranych mężów opuściło na wieki Neapol i Palermo, tak się zdenerwowali, że udusili signorę Tofanę w celi.

Frieda

Królowo, ja jestem Frieda. Frieda, Frieda.

Korowiow

A to nieprzyjemne typy: dwa pijane wampiry, grupa hulaków z Broncken. O a ten dwudziestoletni chłopiec od dziecka wyróżniał się osobliwym charakterem: marzyciel i dziwak. Pokochała go pewna dziewczyna, on zaś wziął i sprzedał ją do domu publicznego.

Frieda

Królowo, ja jestem Frieda. Frieda, Frieda.

Małgorzata

A to kto to?

Korowiow

A to nieciekawa postać. Uwielbia bale, stale marzy o tym żeby poskarżyć się na swoją chusteczkę.

Małgorzata

Co to za chusteczka?

Korowiow

Przydzielono do niej pokojówkę, i ta pokojówka od trzydziestu lat kładzie jej w nocy na stoliku koło łóżka chustkę do nosa. Kiedy się budzi, chustka już jest. Paliła ją w piecu, topiła w rzece i nic nie pomogło.

Małgorzata

Co to za chusteczka?

Korowiow

Z granatową obwódką. Rzecz w tym, że kiedy pracowała w kawiarni, właściciel pewnego razu zawołał ją do piwnicy, a dziewięć miesięcy później urodziła chłopczyka, wyniosła go do lasu i wcisnęła do ust chusteczkę, a potem zakopała. Przed sądem mówiła, że nie miałaby mu co potem dać jeść.

Małgorzata

Niech się pani dzisiaj upije, Friedo i niech pani o niczym nie myśli.

Rozbłyska pełne światło – postacie znikają

Woland

Michale Aleksanrowiczu Berlioz? Wszystko się sprawdziło, prawda? Głowę odcięła kobieta, posiedzenie nie doszło do skutku, a ja mieszkam w pańskim mieszkaniu. To fakt. Nas interesuje jednak co będzie dalej. Zawsze był pan głosicielem teorii według, której po docięciu głowy życie człowieka urywa się, człowiek zamienia się w popiół i odchodzi w niebyt. Miło mi zakomunikować w pana obecności, że pańska teoria jest równie solidna jak błyskotliwa. Zresztą wszystkie teorie są siebie warte. Jest między nimi i taka, że każdy dostaje to w co wierzy.MUZYKA: „Musica ricerata” zerwanie na wejscie Barona Meigla – który pojawia się z bukietem kwiatów jak spóźniony gość.

Korowiow

A oto i nasz drogi baron Meigel, urzędnik Komisji Widowisk na stanowisku oprowadzającego cudzoziemców po godnych uwagi miejscach stolicy. Zaoferował nam swoje usługi, w dziedzinie w której osiągnął biegłość – to znaczy pokazania tego co w Moskwie jest godne uwagi. Nie mogliśmy więc nie zaprosić go dziś do siebie. Nawiasem mówiąc rozeszły się o baronie słuchy o pańskiej nadzwyczajnej żądzy wiedzy, co więcej złe języki puściły już w obieg takie słowa jak szpicel i donosiciel.

Z przodu wychodzi Azazello i strzela do Meigla, który pada na stół z głowa Berlioza.

MUZYKA: Podkład pod recitativ Wolanda

Azazello strzela do Meigla

Woland

Michale Aleksandrowiczu. Pan zatem odchodzi w niebyt, a ja z radością wzniosę toast za istnienie. Wasze zdrowie panowie. A teraz pani królowo.

Korowiow

Proszę się nie bać królowo.. proszę się nie bać, królowo. Krew już dawno wsiąkła w ziemię. Tam gdzie ją rozlewano, dojrzewają winne grona. Proszę. Pij

MUZYKA: Zejście podkład pod recitativ Wolanda po zmianie dekoracji

Po krótkiej chwili rozjaśnienie. Zamknięta ściana, z przodu Małgorzata siedzi na podłodze ,przy stole z kieliszkami w dłoniach świta Wolanda.

Małgorzata

Czy to wódka?

Behemot

Na litość boską, królowo. Czyż ośmieliłbym nalać się damie wódki. zapala kieliszek To czysty spirytus.

Korowiow

Ach jak miło się je kolację, tak właśnie zwyczajnie, w szczupłym gronie

Behemot

A wcale nie Fagocie…bal ma także swoje uroki. Ma rozmach…

Woland

Nie ma żadnych uroków ani żadnego rozmachu, a te kretyńskie niedźwiedzie i tygrysy w barze swoim rykiem o mało nie przyprawiły mnie o migrenę.

Behemot

Tak jest messer, jeśli uważasz, że nie ma rozmachu, ja także niezwłocznie zacznę być tego samego zdania.

Woland

Uważaj!

Behemot

Żartowałem. A co tygrysów to każe je usmażyć.

Hella

Tygrysy są niejadalne.

Behemot

Tak? No to ciekawe co uratowało mnie gdy przez 19 długich dni i nocy błąkałem się samotny po pustyni, żywiąc się jedynie mięsem upolowanego tygrysa!

Hella

Łgarstwo!

Woland

A najciekawsze w tym łgarstwie jest to, że łgarstwem jest tu wszystko od pierwszego do ostatniego słowa.

Behemot

Łgarstwo, ach tak? Dobra - historia nas rozsądzi.

Małgorzata

Już na lekkim rauszu

A proszę mi powiedzieć: zastrzelił go pan tego eksbarona czy nie?

Azazello

Naturalnie. Jakże go miałem nie zastrzelić? Koniecznie trzeba go było zastrzelić.

Małgorzata

Tak się zdenerwowałam. To było takie nieoczekiwane.

Azazello

Nie było w tym nic nieoczekiwanego.

Korowiow

Jakże się tu nie zdenerwować. Pode mną aż się nogi zatrzęsły. Bach! Bach! I baron leży.

Behemot

O mało nie dostałem ataku histerii.

Małgorzata

Jednego nie rozumiem: czy na zewnątrz nie było słychać muzyki i w ogóle gwaru tego balu?

Korowiow

Oczywiście, że nie było słychać królowo. To trzeba robić tak, żeby nie było słychać.

Małgorzata

No tak. Ale ten człowiek na schodach, gdy tutaj szliśmy i ten drugi przed klatką: obserwowali wasze mieszkanie.

Korowiow

Słusznie, słusznie, droga Małgorzato, to co pani mówi potwierdza moje podejrzenia. Sam w pierwszej chwili wziąłem go za jakiegoś roztargnionego privat-docenta albo zakochanego, który wyczekuje na schodach. Ale nie, nie! Coś mi piknęło w sercu. On obserwował nasze mieszkanie. I ten drugi przed wejściem też. I ten w bramie też.

Małgorzata

A co by było gdyby przyszli was aresztować?

Korowiow

Moje serce, czarująco królowo, z całą pewnością przyjdą. We właściwym czasie przyjdą bez wątpienia.

Małgorzata

Ale ja się zdenerwowałam, jak ten baron upadł. Pan z pewnością dobrze strzela?

Azazello

Nie narzekam.

Małgorzata

Wstaje i ustawia się jak cel Na ile kroków?

Azazello

To zależy do czego. Co innego trafić młotkiem w szybę krytyka Łatuńskiego a co innego trafić go w serce.

Małgorzata

W serce!

Woland

Co to za krytyk Łatuński?

Małgorzata

Taki jeden krytyk…dziś wieczorem zdemolowałam mu całe mieszkanie.

Woland

Proszę, proszę...a czemuż to?

Małgorzata

Ten człowiek zgubił pewnego mistrza.

Woland

A dlaczegoż się sama pani fatygowała?

Behemot

No właśnie. Pozwól mi messer!

Azazello

Siedź...sam tam zaraz pojadę.

Małgorzata

Nie, błagam messer nie trzeba. A zresztą już czas na mnie...jest późno.

Woland

Dokąd się pani śpieszy?

Małgorzata.

Chyba już czas na mnie. Jest późno.

Woland

Dokąd się pani śpieszy?

Małgorzata

Dziękuję panu messer.

Woland

Proszę usiąść. Może zechce pani coś powiedzieć na pożegnanie.

Małgorzata

Nie messer, nie mam nic do powiedzenia, poza tym, że jeśli jestem jeszcze potrzebna, to jestem gotowa zrobić wszystko czego będziesz sobie życzył. Nie jestem ani trochę zmęczona i bardzo dobrze bawiłam się na balu. Tak gdybym miał trwać jeszcze dłużej, znów ofiarowałabym swoje kolano aby tysiące szubieniczników i morderców mogło je ucałować.

Woland

Słusznie. Tak właśnie trzeba!

Wszyscy

Tak właśnie trzeba!

Woland

Czego pani oczekuje za to, że była dziś gospodynią na moim balu? Czego żąda pani za swoją nagość, swoje okaleczone kolano, jakich strat przyczynili się moi goście, których pani nazwała szubienicznikami. no dalej. ..proszę mówić śmiało. Proszę rozbudzić swoją wyobraźnię, niechże pani jej da ostrogę.

Z tyłu pojawia się kobieta, idzie powoli do przodu: Frieda, Frieda, ja jestem Frida

Małgorzata

A zatem...jak rozumiem...mogę wyrazić jedno życzenie?

Woland

Zażądać, zażądać mia donna.

Małgorzata

Chcę aby Fridzie przestano podsuwać chustkę.

Woland

Nie. Nie wiem co mam począć. Chyba tylko pozatykać szmatami szpary w mojej sypialni.

Małgorzata

Nie rozumiem o czym pan mówi messer?

Behemot

Najzupełniej się z tobą zgadzam messer, szmatami. O tak szmatami.

Woland

Mówię o miłosierdziu. Zawsze nieoczekiwanie wciska się we wszystkie szpary.

Behemot

To, to, to - to samo miałem na myśli. To samo.

Woland

Wynoś się.

Behemot

Nie wypiłem jeszcze kawy, więc jak mogę wyjść. Czyżby w świąteczny wieczór dzielono gości na dwie kategorie...

Woland

Zamilcz wreszcie u diabła! Ale jaki sens zajmować się nie swoimi sprawami. Ale może pani uczynić to sama.

Korowiow

No, Frieda...

Małgorzata

Frieda! Wybaczono ci!

Przeciągły dźwięk - na drugim planie widzimy kelnerów, którzy unoszą Friedę, ta śmieje się, oni znikają za moment.

Małgorzata

Dziękuję i żegnam was.

Woland

Jak sądzisz Behemocie, nie będziemy chyba żerować w noc świętą na uczynkach kogoś, kto jest tak niepraktyczny. Królowo. A czego pani pragnie dla siebie?

Korowiow

Nadskakując wokół niej Donno ty moja brylantynowa, radzę niech pani będzie tym rozsądniejsza, fortuna może się pani wymknąć

Małgorzata

Chcę by mi natychmiast, w tej chwili zwrócono mego ukochanego mistrza.

Zmienia się światło na błękitne z boku pojawia się sylwetka, ale nie widzimy twarzy. Stoi w tej samej smudze światła, w jakiej pokazywał się Bezdomnemu.

Małgorzata

Ty..ty..ty Ja..Ja..jestem przy tobie, niczego się nie bój.

Mistrz

Nie płacz Margot, nie dręcz mnie. Boję się, Margot! Znowu zaczynają się halucynacje.

Woland

Nieźle go załatwili. Daj no rycerzu temu człowiekowi coś się napić.

Korowiow podaje mu kieliszek spirytusu, sam też pociąga solidnego łyka

Małgorzata

Wypij. To na szczęście, na szczęście.

Mistrz

To ty, Margot?

Małgorzata

To ja, możesz być pewny.

Woland

Jeszcze. Jeszcze. dają Mistrzowi wódkę Kim pan jest?

Mistrz

Teraz jestem nikim. Jestem chory umysłowo.

Małgorzata

To mój mistrz, on jest mistrzem, messer, uzdrów go., on jest tego wart.

Woland

Czy pan wie z kim pan teraz rozmawia?

Mistrz

Wiem. W domu wariatów moim sąsiadem był Iwan Bezdomny. Opowiedział mi o panu. Chociaż wolałbym uwaać pana za wytwór halucynacji.

Małgorzata

O nie, opamiętaj się, opamiętaj, stanąłeś naprawdę przed nim…

Behemot

Za to ja wglądam jakbym się przywidział, proszę zwrócić uwagę na mój profil w świetle księżyca.

Korowiow

Zamknij się

Behemot

Dobrze. Mogę milczeć. Będę milczącą halucynacją.

Woland

Dlaczego Małgorzata nazywa pana Mistrzem?

Mistrz

Małgorzata ma zbyt wielkie mniemanie o powieści, którą napisałem.

Woland

O czym była ta powieść?

Mistrz

O Poncjuszu Piłacie.

Woland

O czym? O Kim? Niezwykłe. Właśnie teraz. Chciałbym przejrzeć tę jego powieść.

Małgorzata

Nie ma już powieści. Spalił ją w piecu. Nie zdążyłam jej ocalić.

Woland

Przepraszam, ale nie mogę w to uwierzyć, rękopisy nie płoną, Behemocie daj no tu tę powieść.

Behemot podaje rękopis

Małgorzata

To twój rękopis. Wszechpotężny! Wszechpotężny!

Nagle tom rękopisu rozsypuje się, padają na ziemię kartki Mistrz siada na podłodze, trzęsie się Małgorzata zbiera te kartki, spycha, nakrywa sobą. .

Małgorzata

To nic, to nic...to na szczęście...

Mistrz

I w nocy, i przy księżycu nie zaznam spokoju. Czemuż nie pozostawiono mnie w spokoju.

Korowiow

To nic, to nic, jeszcze kieliszeczek, a ja też dla towarzystwa.

Woland

Tak teraz jest wszystko jasne.

Behemot

Zupełnie jasne, przewodnia myśl tego dzieła jest całkiem dla mnie oczywista. Coś powiedział Azazello?

Azazello

Powiedziałem, że warto by cię utopić.

Woland

No Małgorzato, niech więc pani powie – czego pani pragnie?

Małgorzata

Proszę, abyśmy znów znaleźli się w jego suterenie na Arbackiej i żeby wszystko było jak dawniej.

Mistrz

Ach, messer niech pan nie słucha tej biednej kobiety. W tej suterenie dawno mieszka ktoś inny, a w ogóle to się nie zdarza, aby cokolwiek znowu było, tak jak już było.

Woland

Nie zdarza się powiada pan? My jednak spróbujemy. Azazello!

Azazello wyciąga zza łóżka mężczyznę w bieliźnie – to poeta Riuchin ubrany gorset.

Azazello

Krzyczy jak kapral Mogarycz?

Riuchin

Riuchin…poeta Riuchin Krzyczy jak musztrowany żołnierz

Azazello

Wyciąga pistolet Mogarycz?

Riuchin

Alojzy Mogarycz..

Azazello

To ty po przeczytaniu tekstu krytyka Łatuńskiego, o powieści tego człowieka napisałeś na niego donos, że przechowuje nielegalną literaturę. Chciałeś zająć jego mieszkanie?

Riuchin zaczyna płakać, klęka.

Azazello

Chciałeś zająć jego mieszkanie?

Riuchin

Ja jestem Riuchin…

Małgorzata

Popamiętasz wiedźmę, popamiętasz!

Podchodzi i bije go w twarz

Mistrz

Co ty wyprawiasz?

Behemot

Protestuję, to kompromitacja.

Mogarycz

Wstawiłem wannę...samo pobielenie…samo...

Azazello

To bardzo dobrze, że wstawiłeś. On powinien zażywać kąpieli. Won!

Orkiestra gra, krótki dziarski kawałek - wbiegają kelnerzy ujmuję Mogarycza, unoszą go do góry na wyprostowanych rękach - on jeszcze krzyczy: wannę wstawiłem…

Mistrz

A to jest bardzo dobre. To jest lepsze od tego co opowiadał w szpitalu Iwan Bezdomny. Przepraszam, czy to pan…czy Pan jesteś tym kotem który wsiadał do tramwaju.

Behemot

Ja. Miło usłyszeć, że pan tak uprzejmie zwraca się do kota. Nie wiedzieć czemu wszyscy mówią do kota na ty, ale jako żywo żaden kot z nikim nie pił bruderszaftu.

Mistrz

Wydaje mi się, że niezupełnie jest pan kotem. Ale zaczną mnie szukać.

Korowiow

Dlaczego mieliby szukać? Wyciąga kartki, książkę Pańska historia choroby? Pańska księga meldunkowa – kto tu jest zameldowany – a Alojzy Mogarycz? Co znowu za Mogarycz!

Behemot zapala prymusa - kartki ogarnia ogień.

Korowiow

Nie ma dokumentu, więc i nie ma człowieka. A żaden Alojzy Mogarycz nigdy nie istniał. Już wszystko messer.

Wbiega naga i roześmiana Natasza

Natasza

Małgorzato Nikołajewna, życzę pani dużo szczęścia. Ja przecież doskonale wiedziałam dokąd pani chodzi.

Behemot

Służące wiedzą wszystko. Wcale nie są ślepe.

Małgorzata

Czego chcesz Natasza? Wracaj do willi!

Natasza

Małgorzato Nikołajewna. Niech pani ich uprosi, niech mnie zatrzymają jako wiedźmę. Nie chcę wracać do willi. Nie wyjdę za mąż ani za inżyniera, ani za technika. Jeden monsieur oświadczył mi się wczoraj na balu.

Woland

Dobra. Niech zostanie.

Natasza

Jakże się cieszę. Panie Mikołaju niech pan wchodzi. Niech pan wchodzi

Wchodzi Mikołaj Iwanowicz wypychany na siłę. Zmieniony: czerwona fryzura na głowie, mówi z dziwnym – chrapliwym akcentem.Natasza ciągnie go na środek. Mówi przesadnie głośno, patrząc gdzieś w bok.

Mikołaj Iwanowicz

Bardzo proszę o wydanie mi zaświadczenia, zaświadczenia gdzie spędziłem dzisiejsza noc.

Behemot

W celu okazania komu?

Mikołaj Iwanowicz

W celu okazania milicji i mojej żonie.

Behemot

Zazwyczaj nie wydajemy zaświadczeń, ale dla pana zrobimy wyjątek.

Gwizda, wchodzi Hella i zaczyna pisać na teczce, która cały czas trzymał w ręku Mikołaj Iwanowicz

Zaświadcza się niniejszym, że okaziciel niniejszego zaświadczenia, spędził wymienioną noc na balu u szatana, gdzie został zaangażowany jako środek lokomocji – otworzyć nawias – a w nawiasie – wieprz. Podpisano: Behemot.

Mikołaj Iwanowicz

A data?

Behemot

Dat nie wpisujemy, z datą dokument byłby nie ważny. Dobra. I do domu.

Przybija pieczęć dłonią, zaś Mikołaj Iwanowicz kłaniając się schodzi tyłem, cały czas trwożliwie rozglądając się.

Woland

Teraz zostawcie nas samych. Reszta znika, zostaje Woland, Mistrz i Małgorzata A zatem chce pan wrócić do sutereny na Arbacie? A kto będzie w takim razie pisał? A marzenia?

Mistrz

Nie mam żadnych marzeń. Nie będę pisał.

Małgorzata

Dlaczego się nade mną znęcasz. Przecież wiesz, że włożyłam, w tę powieść całe życie. Niech go pan nie słucha messer. Zbyt jest umęczony.

Mistrz

Ona się opamięta, odejdzie ode mnie…

Woland

Nie sądzę. A zatem będzie pan żył w nędzy.

Małgorzata

Zrobiłam wszystko co mogłam. Podsuwałam mu najbardziej porywające projekty. Na nic.

Woland

Ja wiem, o czym pani mu szeptała.

Mistrz

To bardzo smutne.

Woland

No cóż Małgorzato Nikołajewna. Wszystko zostało wykonane. Czymże mi pani coś zarzucić?

Małgorzata

Ależ skądże messer. Czegoś tu jednak nie rozumiem...co to właściwie jest - ciągle północ i północ., przecież już dawno powinien nadejść świt...czyż nie?

Woland

Świąteczną noc miło jest zatrzymać na nieco dłużej. No to życzę wam szczęścia. Obojgu.

Małgorzata

Żegnaj. Żegnaj Messer.

Woland

Do zobaczenia...

Patrzą na siebie. Małgorzata płacze. Siada na podłodze. Jest cicho. Tylko jedno światło nad stołem. Małgorzata próbuje nucić„ich melodię”, ale przerywa, nie udaje się. Mistrz coś chce powiedzieć, ale nie potrafi. Wszystko stało się niezręczne, za ciężkie. Małgorzata zbliża się do Mistrza – ten nagle ciągnię ją ku sobie, są ze sobą blisko – przez chwilę, nagle, odwracają się do siebie. Nie mogą na siebie patrzeć. Nagle zapada cisza. Siedzą przez chwile bez ruchu w milczeniu. Nagle z boku wyłania się zupełnie niespodziewanie Azazello. Teraz jakby wróciło w nich życie. Znów jest dużo ruchu, gwaru.

Azazzelo

Pokój temu domowi.

Małgorzata

Azazello! Ach, jak to miło, jak dobrze. Widzisz nie zapominają o nas.

Mistrz

Zapnij się przynajmniej

Małgorzata

Mam to w nosie. Azazello, proszę wybaczyć, że jestem naga.

Azazello
Droga Ma
łgorzato Nikołajewna. Widywałem już nie tylko kobiety nagie, ale nawet kobiety obdarte ze skóry, tak więc proszę się nie krepować.

Małgorzata

Jak się cieszę, że cię widzę. Nigdy w życiu tak się nie cieszyłam.

Azazello

Ależ tu miło w tej piwniczce, niech mnie diabli wezmą. Nasuwa się jedno pytanie: co tu robić w tej piwniczce?

Mistrz

Z ust mi to wyjąłeś.

Małgorzata

Czemu zakłócasz mój spokój. Damy sobie jakoś radę.

Azazello

Ależ, co też! Wszystko się jakoś ułoży. Ach! Mało brakowało a abym zapomniał. Messer przesyła pozdrowienia i zaprasza na mała przechadzkę. Co wy na to?

Mistrz

Z przyjemnością.

Małgorzata

I ja nie odmówię.

Azazello

To mi się podoba. Szybkość. Raz dwa i po wszystkim. Nie to co wtedy...

Małgorzata

Ach Azazello, proszę mi nie przypominać, była wtedy jeszcze głupia. Ale mnie też podoba się szybkość. Szybkość i nagość...Jak z mauzera trach... Ach jak on strzela

Azazello

Znowu zapomniałem. Głowa do pozłoty! Messer przecież przysłał dla was upominek: butelkę wina. Proszę zwrócić uwagę, że to falerno – to samo wino, które pijał prokurator Judei – Poncjusz Piłat.

Stawia butelkę i wstaje, otwiera i nalewa Mistrzowi, Małgorzacie i sobie. Wypijają.

Małgorzata

Zdrowie Wolanda!

Rozlega się dziwny dźwięk, coś jak brzęczenie pszczół. Mistrz osuwa się na ziemię. Małgorzata chce się zamachnąć na Azazello, ale też traci siły. Scenę zalewa zimne światło

Małgorzata

Trucicielu . Natasza, Natasza, ktokolwiek, na pomoc.

Azazello

Już dobrze. Wszystko w porządku. Proszę się położyć. O tak. Dobrze.

Małgorzata

Nic nie słyszę.

Kładzie się. Azazello znika. Zmiana muzyki, z przodu Korowiow i Behemot.

Korowiow

Co to za kroki na schodach?

Behemot

Idą nas aresztować.

Korowiow

Ach..no..no

Wchodzą kelnerzy przebrani za hydraulików

Agenci

No nieźle, nieźle

Behemot

Nikomu nie przeszkadzam, niczego nie ruszam, reperuję prymus.

Agenci

No to nietykalny kocie brzuchomówco, pozwól no tutaj.

strzelają

Behemot

Pudło.

Korowiow

Bandyci, mordują. znika

Behemot

Wszystko skończone. Odsuńcie się ode mnie. Pozwólcie pożegnać mi ten padół. O Korowiowie, przyjacielu mój, gdzieżeś. Dlaczego opuściłeś biednego Behemota. Niech moja śmierć spadnie na twoje sumienie. Zapisuję ci w testamencie mój brauning. Jedyne co może uratować śmiertelnie rannego kota to łyk benzyny.

Agenci

Co się dzieje?

Behemot

Nie potrafię zrozumieć dlaczego mnie się tak źle traktuje.

Pojawia się Korowiow z syreną strażacką.

Korowiow

Behemot. Słońce zachodzi. Czas na nas.

Behemot

Proszę wybaczyć, ale na mnie już czas.

Zaczyna wyć syrena. Rozpoczyna się ostatni akord: pożar Moskwy. Kelnerzy wynoszą na scenę maszynę do dymu. Cały pożar – rozgrywany jest ostentacyjnie teatralnie – coś jak finałowa gonitwa w filmach braci Marx – gdy unicestwieniu ulega cały budynek. Pojawia się Diabelska Orkiestra grająca skoczną polkę. Korowiow z Behemotem śpiewają szalony song podpalaczy.

Korowiow

Pali się! Pali się!

Podłóż ogień, podłóż ogień, podłóż teraz, już!

Spalić Moskwę, Spalić Moskwę, miasto z dymem puść!

Pożary to wyzwanie – tę prawdę dobrze znam

Podpalać jest wspaniale, zapalny wzniecać stan.

Muzea, restauracje, fabryki, domy - ja

jestem piromanem podpalę cały świat

Podłóż ogień, podłóż ogień, podłóż teraz, już!

Spalić Moskwę, Spalić Moskwę, miasto z dymem puść!

Pali się! Pali się!

Płomienną wzniecić modę, dziś wśród młodzieży chcę

Chcę patrzeć, jak świat płonie, gdy piekła będzie dnem

Jak będzie dziś zabawnie bić w pogrzebowy dzwon

Gdy wokół pójdzie z dymem nasz, piękny, wspólny dom

Podłóż ogień, podłóż ogień, podłóż teraz, już!

Spalić Moskwę, Spalić Moskwę, z dymem puścić ją!

Natura latem na wsi odsłania dary swe,

Gdy wszystko jest suchutkie i samo płonąć chce

I tak niewiele trzeba by płomień śmiało rósł

Spal to, spal to, spal to, spal to, wiochę z dymem puść!

Podłóż ogień, podłóż ogień, podłóż teraz, już!

Spalić Moskwę, Spalić Moskwę, miasto z dymem puść!

Pali się! Pali się!

Muzyka przycicha. Z przodu po bokach – zdyszani Korowiow i Behemot. Woland w towarzystwie Helli i Nataszy na górze.

Behemot

Salut messer. Wyobraź sobie, messer, że wzięto mnie za szabrownika.

Woland
S
ądząc po tym – w rzeczy samej jesteś szabrownikiem.

Behemot

Czy uwierzysz messer…

Woland

Nie, nie uwierzę.

Behemot

Messer, przysięgam podejmowałem rozpaczliwe wysiłki by ratować co się da, ale oto wszystko co udało mi się ocalić.

Woland

Powiedz lepiej, dlaczego Gribojedow się zapalił?

Behemot

Pojęcia nie mam, siedzieliśmy sobie cicho, jedliśmy…

Korowiow

Aż tu nagle trach – trach. Strzały. Oszaleli ze strachu uciekliśmy na bulwar, prześladowcy za nami.

Behemot

Ale poczucie obowiązku zwyciężyło nasz strach, więc wróciliśmy.

Woland

Ach, w takim razie dom spłonął do fundamentów.

Korowiow

Do fundamentów.

Behemot

Messer ja popędziłem na salę posiedzeń, chciałem wynieść z ognia coś cennego, no więc wziąłem ten oto landszafcie! Pobiegłem do spiżarni – uratowałem łososia. Pobiegłem do kuchni: uratowałem fartuch….

Woland

A co robił Korowiow, gdy ty szabrowałeś?

Korowiow

Pomagałem strażakom messer.

Woland

Skoro tak, trzeba będzie zbudować nowy dom.

Behemot

Zbudują go messer, śmiem cię zapewnić.

Korowiow

W każdym razie przybyliśmy messer i czekamy na twoje rozkazy.

Woland

Możecie odpocząć. Zbliża się burza. Ostatnia burza, ono dokona wszystkiego, czego jeszcze należy dokonać i ruszymy w drogę.

Behemot, Korowiow

Świetnie, messer.

Schodzą na bok. Grzmot. Rozjaśnienie na proscenium. Z przodu Małgorzata budzi się.

Małgorzata

Azazello - coś ty ze mną zrobił? Za co Azazello, za co? Tego się nie spodziewałam. Morderca.

Azazello nagle pojawia się z boku, tak samo jak na początku aktu

Azazello

Ależ skąd. On zaraz wstanie. Dlaczego jesteś taka nerwowa.

Mistrz

Trucicielu.

Azazello

Ach, zniewagi są najczęstszą nagroda za dobrze wykonaną pracę. Czy jesteś ślepy? Jeśli tak, przejrzyj jak najprędzej.

Mistrz

To coś nowego. Co to ma znaczyć?

Azazello

Znaczy, że na nas już czas. Już grzmi, słyszycie. Ściemnia się.

Mistrz

Rozumiem. Jesteśmy martwi. W samą porę.

Małgorzata

Woland jednak jest wielki. Wymyślił to znacznie lepiej ode mnie. Ale powieść...

Mistrz

Znam ja na pamięć. Każde słowo. Teraz już niczego nie zapomnę.

Wchodzą przez otwarte drzwi. Pełne białe światło, rozległa pusta przestrzeń.

Na scenę zaczyna padać deszcz, coraz większy. Z przodu sceny pojawia się Woland. Pod koniec pieśni dołącza do niego świta: Behemot, Korowiow, Azazello, Hella i Natasza.

Woland

Jedni mówią muzyk, drudzy: matematyk

Inni zaś, że przednim poetą on bywa

Jam też jest artysta – odrzucam schematy

Natchnienia wciąż pragnę, takoż ciebie wzywam

Możeś dlatego przeciwieństwem Boga

By nie zmiażdżył wiernych niczym z Silo wieża?

Może tyś jest lewa, a on prawa noga

Człowieka zwanego zwyczajnego zwierza?

Czemu z głupiego okrucieństwa znaną

Naturę ludzką, która kala ziemię

Całą ohydę człowieczeństwem zwaną

Bóg sam na sobie ma dźwigać jak brzemię?

W trytonie zaklęty i korzeniach drzewa

Kimżeś Casanovo wszystkich łóżek świata?

To o tobie ogień, co mnie trawi śpiewa

Pieśń godną mistrza, nie jeno kastrata

Kimżeś, którego i Bog nie pokonał?

Kimś, który na końcu przesiaduje igły?

Młodyś, kiedy tamten ze starości kona?

Kimżeś, erudcji wzorze niedościgły?

Jam bóg i dyjabeł we własnej osobie!

Chceszli zaprzeczyć, posłańcze szarańczy?

Siedźże za kominem, jeśli dobrze tobie

Znałem człowieka! Zwał się Kichot z Manczy.

Znałem Jezusa (też go zwali diabłem)

Do takich rzecz ciągnie moja dusza

Światem ja kręcę i historii maglem

Moje to słowo skamielinę wzrusza.

A że jadem pluje? Wszak czegóż od węża

Spodziewać się można? Może pocałunku?

Gdy cham przy rycerzu dobywa oręża

Gardłem płacić musi w takim porachunku

Jam bóg i tyś bóg. Obaśmy bogami

Jeden od głowy, drugi od ogona

Jaszczury z dwoma chodziły mózgami

Takoż i ja paraduję z dwoma

Jeden się zmęczy, drugiego wyciągam

We dwa ostrza kraję życia swego sieczkę

W niebie ja bywam, do piekła zaglądam

Jak Panu Bogu i diabłu świeczkę

A że jadem pluję? Wszak czegóż od węża

Spodziewać się można? Może pocałunku?

Gdy cham przy rycerzu dobywa oręża

Gardłem płacić musi w takim porachunku

Nagłe wyciemnienie.